cinema.pl Wywiady

czwartek, 22 listopad 2018 13:43

Do bólu szczera, do bólu prawdziwa - Gabriela Muskała o filmie FUGA

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

„Fuga” to obraz z gatunku mystery (charakterystycznego dla twórczości Davida Lyncha), który dotyka problemu „fugi dysocjacyjnej” – zaburzenia wywoływanego długotrwałym stresem i uczuciem braku szczęścia. Człowiek poddany tym emocjom może stracić pamięć, a jego mózg może stworzyć nową osobowość biegunowo odmienną od dotychczasowej. W rolach głównych zobaczymy m.in. Gabrielę Muskałę.

 


Bezpośrednią inspiracją do napisania scenariusza była Maria, kobieta, która utraciła pamięć i nie rozpoznawała swoich bliskich. Zobaczyłaś ją w telewizji. Co cię w niej ujęło?

Od dawna szukałam historii na scenariusz, a tu znalazłam tematy, którymi zajmuję się w moim pisaniu od samego początku i które niezmiennie mnie fascynują: pamięć, tożsamość, macierzyństwo. To, co zobaczyłam w twarzy kobiety siedzącej wtedy w studio, było jak rażenie piorunem. To była pustka – niewypełnione odpowiedzią zdziwienie. Ale to nie było radosne zdziwienie dziecka. To był szok dorosłej kobiety, która dowiaduje się, że jej życie jest dużo dłuższe, niż ostatnie dwa miesiące. I że będzie musiała za to życie, którego w ogóle nie zna, wziąć odpowiedzialność.

Czy kiedy pracowałaś nad scenariuszem, od początku pisałaś z myślą o sobie w głównej roli?

Wcześniej szukałam po prostu ciekawego tematu. Ale kiedy popatrzyłam w oczy pani Marii, która właśnie dowiedziała się, że ma męża i dwójkę dzieci, wiedziałam, że nie tylko znalazłam historię na film, ale też niezwykłą rolę dla siebie. Kiedy pisałam, skupiałam się na konstrukcji całości i budowaniu wszystkich postaci i ich relacji. Wiedziałam, że dopiero po skończeniu pracy nad scenariuszem będę musiała znaleźć sposób na to, by przestawić się na inną funkcję, oderwać od punktu widzenia innych bohaterów i skupić na Alicji. Na szczęście miałam na to dwa lata, kiedy film był w przedprodukcji. Grałam w teatrze, w innych filmach, zanurzałam się w swoje sprawy i powoli oddalałam od scenariusza. To pozwoliło mi nabrać do niego dystansu i później, już podczas prób przed zdjęciami, odkrywać go dla siebie na nowo.

Fascynujące są sprzeczne emocje, które wzbudzają bohaterowie - Alicja z jednej strony budzi litość, z drugiej – wkurza, jej mąż – wściekłość, ale i współczucie. Nie da się tych bohaterów ocenić ani zaklasyfikować.

Człowiek jest istotą niezwykle złożoną i niejednoznaczną. Nie ma nic gorszego niż jedynie dobry albo jedynie zły bohater w kinie. Nie lubię filmów, które dają widzowi gotowe rozwiązania i kropkę nad i na zakończenie. Lubię takie, po których ludzie wychodzą z głową pełną pytań, z własną interpretacją zdarzeń, z różnym spojrzeniem na motywacje bohaterów i chęcią do przemyśleń, do dyskusji. Dlatego zamiast klasyfikować, narzucać oceny i sugerować odpowiedzi, w swoim scenariuszu wolałam pokazywać zdarzenia i zadawać pytania.

Kim jest dla ciebie Alicja?

Alicja jest kontrowersyjną bohaterką, zaprzeczeniem Matki Polki. Porzuca swojego męża i – o zgrozo – dziecko, co w polskiej kulturze jest niewyobrażalną zbrodnią. A jednak zauważyłam, że widzowie otwierają się na nią, na jej historię, rozumieją ją i współczują. Może dlatego, że Alicja niczego nie udaje, niczego nie robi „bo tak wypada”. Nie uśmiecha się na siłę, nie jest na siłę miła i nie próbuje wszystkich wokół zadowolić. Ona nie zna nakazów ani zakazów, tego co wolno, trzeba i nie należy.  Jest szczera do bólu i do bólu prawdziwa. Do tego ma poczucie humoru i dystans do siebie. Tworzyłam tę postać też trochę z fascynacji takimi kobietami, które nic nie muszą, które mają silnie osadzoną asertywność. Alicja wiele mi dała, nie tylko jako aktorce.

No właśnie - bohaterowie nie poddają się, czego metaforą jest już sama fuga - reakcja mózgu na traumę w postaci wykasowania wspomnień.

Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu nad tym fascynującym „mechanizmem samoobronnym” mózgu zwanym fugą dysocjacyjną, który ratuje przed samobójstwem, chroni przed niemocą, przed słabością i wraz z niepamięcią przychodzi na ratunek człowiekowi w jego biernej niezgodzie na siebie. Kasuje mu pamięć autobiograficzną i daje w prezencie nową, najczęściej skrajnie różną od poprzedniej, osobowość. Okrucieństwo losu polega na tym, że amnezja nie kasuje też przeszłości, problemów, i bliskich, którzy gdzieś tam cierpią, czekają i co najważniejsze – pamiętają.

Poznałaś takich ludzi?

Z reżyserką Agnieszką Smoczyńską odbyłyśmy podróże po Polsce, które były dla mnie nieocenione – nie tylko zgłębiałyśmy temat, ale też ciągle rozmawiałyśmy, o macierzyństwie, pamięci, o tym, jak opowiedzieć tę historię, kto ma być jej głównym bohaterem i przede wszystkim, o czym ma być nasz film. Bo fuga to nie tylko problem pamięci, ale też tożsamości, wyparcia, rodziny, temat niezwykle pojemny i wielowymiarowy. Dla mnie tak naprawdę cały proces pisania, który trwał sześć lat, był jedną wielką podróżą. Ale te pierwsze były najważniejsze, bo dały wiedzę i napęd.

Jak pracowało ci się z Agnieszką Smoczyńską?

To jest nasz film, nasza bohaterka i nasza filmowa podróż. Obie jesteśmy silnymi osobowościami. Jesteśmy też różne, ale w wielu sprawach, zwłaszcza tych artystycznych, rozumiemy się bez słów. Dla mnie w naszej współpracy najważniejsze było wzajemne zaufanie.  Dałyśmy sobie – Agnieszka mi w pisaniu, a ja Agnieszce w reżyserii i montażu – całkowitą wolność. Podobnie myślałyśmy o roli Alicji. Obie zgadzałyśmy się, że muszę przejść metamorfozę, zgubić nie tylko parę kilogramów, ale też swoją kobiecość i delikatność. Agnieszka zapytała kiedyś, czy nie pochodziłabym przez parę miesięcy na kickboxing.

Poszłaś?

Już na drugi dzień byłam w klubie „Fanga” u mistrza Polski Radka Brzuszczyńskiego, który zafundował mi takie treningi, że po każdym parowałam jak szmatka wyciągnięta z wrzątku na mróz. Czasami obserwował z dystansu jak boksuję i kopię zapamiętale biedne worki treningowe, i komentował: „Kurcze, ale naparzasz! Ja cię chyba na zawody wystawię…”. Cudownie było czuć, jak diametralnie, z miesiąca na miesiąc, zmienia się moje ciało. Agnieszka poznała mnie z Anna Skorupą –  coachem aktorstwa, z którą miałam warsztaty przygotowujące do roli Alicji. Te warsztaty były dla mnie, jako doświadczonej już przecież aktorki, niesamowicie odkrywcze.

Co ci dały?

Nowe narzędzia, nowe sposoby na dotarcie do bohaterki, do jej pierwotnych instynktów, odruchów, emocji. Agnieszka również w nich uczestniczyła. Wiele dały spotkania z innymi aktorami, nasze wielogodzinne próby i rozmowy z Łukaszem Simlatem, który zagrał Krzysztofa. Dzięki tym przygotowaniom, kiedy wchodziłam na plan, byłam już mocno osadzona w postaci. Agnieszka poprowadziła mnie do środka, zabierając mojej bohaterce nadruchliwość i nadmierną emocjonalność. Wszystko, co uciekało mi na zewnątrz, kazała chować pod skórę. Dzięki temu jako Alicja stałam się „przyczajonym tygrysem”. Cudownie było nim być.

 

Mat. pras.

Czytany 671 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 22 listopad 2018 18:43

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama