cinema.pl Wywiady

piątek, 14 grudzień 2018 15:20

"zabawa, zabawa i ... po zabawie" - rozmowa z Kingą Dębską

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Najnowsze dzieło twórców hitu „Moje córki krowy” – obrazu, który połączył sukces komercyjny z artystycznym, zdobywając najważniejsze nagrody Festiwalu Filmowego w Gdyni (Nagrodę Publiczności, Nagrodę Dziennikarzy i Nagrodę Sieci Kin Studyjnych i Lokalnych) oraz przyciągając do kin ponad 700 tys. widzów! Tym razem reżyserka – Kinga Dębska – postanowiła zmierzyć się z problemem, który może dotknąć każdego, niezależnie od wieku, płci, poglądów, statusu społecznego czy materialnego.

 

„Zabawa zabawa” to trzy przeplatające się historie kobiet, będących w różnych fazach uzależnienia, opowiedziane w charakterystycznym stylu Dębskiej, która – jak mało kto –  potrafi dotrzeć do serc widzów, tworząc „kino terapeutyzujące” – pełne emocji, wzruszeń i pełnokrwistych bohaterów. Poruszające i zabawne zarazem. W rolach głównych w filmie wystąpiły: Agata Kulesza, Dorota Kolak oraz Maria Dębska. Na ekranie towarzyszą im m.in.: Marcin Dorociński, Mirosław Baka, Przemysław Bluszcz, Jowita Budnik, Marian Dziędziel oraz Tomasz Sapryk. Scenariusz filmu reżyserka napisała wspólnie z Miką Dunin, najsłynniejszą polską blogerką piszącą o kobiecym piciu. Został on doskonale udokumentowany i uwiarygodniony rozmowami z wieloma kobietami, zmagającymi się z nałogiem.
 
40-letnia prokurator Dorota (Agata Kulesza) pije, by – jak sama mówi – „nie zwariować”. Zasłaniając się immunitetem, ukrywa wszystkie wykroczenia popełnione „pod wpływem”. Skutecznie pomaga jej w tym mąż, znany polityk (Marcin Dorociński). Studentka Magda (Maria Dębska) lubi ostro imprezować, ale świetnie się uczy i ma super pracę, więc nikt nie robi jej z tego wyrzutów. Dla szanowanej chirurg – Teresy (Dorota Kolak) każdy pretekst jest dobry, żeby się napić. Alkoholu nie odmawia sobie nawet w pracy, w szpitalu dziecięcym, którego jest ordynatorem. Wkrótce, w życiu każdej z kobiet nastąpią wydarzenia, po których ich problem przybierze na sile. Czy wspierane przez rodziny i przyjaciół bohaterki zdążą go w porę pokonać?
 
Zdjęcia do filmu „Zabawa zabawa” były kręcone w Warszawie i w Płocku. Operatorem filmu jest Andrzej Wojciechowski, który współpracował z Kingą Dębską przy jej poprzednich filmach: „Moje córki krowy” i „Plan B”. Za scenografię odpowiada Monika Sudół („Pitbull” – serial, „Na swoje podobieństwo”), za kostiumy wielokrotnie nagradzana na FPFF w Gdyni – Dorota Roqueplo („Listy do M. 3”, „Miasto 44”), a za charakteryzację Ewa Kowalewska („Moje córki krowy”, „Amok”, „Zgoda”).

ROZMOWA Z KINGĄ DĘBSKĄ

Skąd wziął się pomysł na „Zabawę zabawę”?

Polacy mają bardzo specyficzną i skomplikowaną relację z alkoholem. Żyjemy w kraju, w którym każdy Polak twierdzi, że jest ekspertem w tej dziedzinie. Kiedy ktoś odmawia wypicia toastu, natychmiast zakładamy, że coś jest z nim nie tak. Problem alkoholizmu jest obecny w moim bliskim i dalszym otoczeniu, myślę zresztą, że nie ma w Polsce osoby, która by tego tematu nie znała. W temat kobiecego alkoholizmu weszłam po raz pierwszy przez dokument „Aktorka” o Elżbiecie Czyżewskiej, który zrealizowałam z Marią Konwicką kilka lat temu. Pracując nad tym filmem musiałam zrozumieć motywacje mojej bohaterki – wspaniałej aktorki zmagającej się z nałogiem alkoholowym –  jej decyzje, często nieracjonalne i destrukcyjne zachowania. Odnaleźć wrażliwą, fajną osobę w pozamykanej, drapieżnej, nienawidzącej świata i ludzi kobiecie. Spotkałam się z mnóstwem terapeutów i ludzi zmagających się z nałogiem, przeczytałam wszystko na ten temat, co wpadło mi w ręce. Najbardziej poruszył mnie „Rehab” Wiktora Osiatyńskiego. Lektura tej książki umocniła mnie w przekonaniu, że to jest temat na film. Że te historie trzeba opowiedzieć.

Do pracy nad scenariuszem zaprosiłaś Mikę Dunin, blogerkę, autorkę książki „Alkoholiczka”, niepijącą alkoholiczkę. Jak pracowało się wam w duecie?

Ten tekst powstawał przez kilka lat. Bardzo szybko podczas pracy nad scenariuszem zdałam sobie sprawę, że jestem za cienka na ten temat [śmiech]. Spotkałam się z Ewą Woydyłło-Osiatyńską, która zajmuje się kobiecym alkoholizmem. Kiedy powiedziałam jej o moich wątpliwościach, poznała mnie z Miką Dunin. Ona wprowadziła mnie w świat tych fantastycznych kobiet, niepijących alkoholiczek, które podzieliły się ze mną swoimi doświadczeniami. Nigdy wcześniej nie pisałam scenariusza z drugą osobą. Jesteśmy z Miką charakterologicznie skrajnie odmienne, czerpałyśmy od siebie wzajemnie. Mika stała się dla mnie z jednej strony swoistym informatorem. Z drugiej – jej doświadczenie pisarskie okazało się bardzo cenne podczas pracy nad tym tekstem. Bez niej nie byłabym w stanie zrobić tego filmu.

Film opowiada historie trzech kobiet w różnym wieku, na różnych etapach uzależnienia. Jak powstawała koncepcja filmu?

Najpierw próbowałyśmy opowiedzieć o jednej postaci, ale szybko oceniłyśmy, że ta historia lepiej wybrzmi jeśli rozdzielimy ją na kilka kobiet w różnym wieku. Każda z nas opisała dwie postaci, ostatecznie z czterech zostały trzy. Trzy wersje życiorysu jednej osoby na różnych etapach nałogu. Magda ma dwadzieścia parę lat, Dorota jest po czterdziestce a Teresa dobiega sześćdziesiątki. Taka strategia dała nam możliwość opowiedzenia o rozmaitych aspektach uzależnienia, pozwoliła nam spojrzeć na nałóg z różnych stron. Portretowane przez nas bohaterki to są tzw. kobiety na poziomie. Wykształcone, dobrze zarabiające, atrakcyjne. To nie są panie „spod budki z piwem”. Chciałyśmy w tym filmie pokazać dobrze funkcjonujące alkoholiczki, które po alkoholowym ciągu podpinają sobie rano kroplówkę z elektrolitami, nakładają makijaż i w nienagannym stroju biegną do pracy w szklanych biurowcach. To jest palący problem naszego społeczeństwa. Takich kobiet jest coraz więcej, one się bardzo dobrze maskują ze swoim problemem, nie chcą się leczyć i bardzo długo nie potrafią przyznać same przed sobą, że są uzależnione.

„Zabawa zabawa” przełamuje tabu kobiecego alkoholizmu. Jak wygląda kobiece picie w Polsce?

Kobiecy alkoholizm jest u nas pewnym paradoksem. W Polsce uważamy z jednej strony, że kobieta, która lubi się napić, jest atrakcyjna i wyluzowana, ale kiedy ta sama kobieta się upije, to już spotyka się ze społecznym ostracyzmem. Dlatego do tematu kobiecego picia ludzie podchodzą jak do jeża. Na zachodzie przyznanie się do alkoholizmu jest czymś naturalnym. U nas wciąż uważane jest za rzecz wstydliwą.

Każdy alkoholik funkcjonuje wśród ludzi. Ma dom, męża czy żonę, czasami dzieci, które dorastając stają się DDA czyli dorosłymi dziećmi alkoholika. Nałóg odbija się mocno na wszystkich członkach rodziny. Bardzo często w domach, w których ktoś ma problem z piciem pojawia się zmowa milczenia. Wiele scen z „Zabawy zabawy” zostało zresztą zaczerpniętych z prawdziwego życia. Ten film wymagał ode mnie i od aktorek sporej odwagi. Pokazujemy na ekranie bardzo nieładne aspekty uzależnienia, sięgamy do skrajnych emocji.

Na planie „Zabawy zabawy” po raz kolejny spotykasz się z aktorami, z którymi pracowałaś wcześniej przy twoich poprzednich filmach – Agatą Kuleszą, Marcinem Dorocińskim czy Marią Dębską.

Lubię pracować z konkretnymi aktorami, szczególnie dobrymi. Myślę, że na planie „Zabawy zabawy” udało nam się zebrać prawdziwą ekstraklasę. Wracam do znajomych twarzy, ale obsadzam ich niejako na przekór ich dotychczasowemu wizerunkowi. Marcin Dorociński i Agata Kulesza grali wcześniej parę, chociażby w „Róży”, ale tutaj panuje między nimi zupełnie inna dynamika. Marysia po raz pierwszy zagrała u mnie tak dużą rolę. Bardzo cieszę się również ze spotkania z Dorotą Kolak, bo do tej pory bardzo się lubiłyśmy, ale zawodowo jedynie się sobie przyglądałyśmy. Jestem jej szczególnie wdzięczna za hojność – zarówno aktorską jak i czysto ludzką.

Jak pracujesz z aktorami?

Zanim rozpoczniemy zdjęcia, zawsze staram się robić jak najwięcej prób. W przypadku „Zabawy zabawy” historie poszczególnych bohaterek nie przecinają się. Z każdą z aktorek spotykałam się osobno i pracowałyśmy nad postaciami. W tym filmie równie istotny był drugi plan. Lubię podczas wyboru ekranowych partnerów konsultować się z aktorami. I w ten sposób Dorota Kolak zaproponowała mi Mirosława Bakę, z którym zna się od lat z Teatru Wybrzeże. Grali razem wcześniej w wielu spektaklach, nie wstydzą się siebie zupełnie, czują się komfortowo nawet w najbardziej intymnych scenach. To przełożyło się na absolutnie fantastyczną energię w ich ekranowej relacji.

W „Zabawie zabawie” znowu sięgasz po formułę tragikomedii, w podobnym tonie do twojego hitu, filmu „Moje córki krowy”. Jak rozkładałaś akcenty komediowe i dramatyczne podczas pracy nad filmem?

Jako twórca wciąż szukam swojego języka. Mam oczywiście swoje preferencje jeśli chodzi o reżyserski styl, ale staram się nikogo nie naśladować. Mam słabość do tragikomedii, lubię przełamywać dramat i patos żartem. To jest mój sposób na radzenie sobie ze stresem. A w kinie taka zmiana tonacji sprawia, że opowieść staje się bardziej wartka, płynna. Dla każdego mojego filmu staram się znaleźć jak najbardziej odpowiednią formułę. W  „Zabawie zabawie” jest nieco mniej komedii niż w „Moich córkach krowach”, ale jest to zabieg celowy. Nie oznacza to jednak, że jest to film pozbawiony zupełnie humoru.

Co widzowie wyniosą z seansu „Zabawy zabawy”?

Praca nad tym filmem nie była łatwa. Nie chciałam dawać widzom łatwego pocieszenia, jednocześnie unikałam jak ognia moralizowania i dydaktyzmu. Moim celem było pokazanie, że wszyscy znajdujemy się w grupie ryzyka. Przy sprzyjających okolicznościach każdy z nas może wpaść w szpony nałogu. Bez względu na wiek, status społeczny, sytuację rodzinną. Najważniejsze jest jednak to, że alkoholizm to nie jest wyrok. To jest choroba, z której można wyjść. Jeżeli mogłabym sobie czegoś życzyć, chciałabym, żeby ten film pomógł widzom zmienić postrzeganie nałogu. Żeby przyznanie się do alkoholizmu nie było powodem do wstydu, ale aktem odwagi.

Czytany 601 razy Ostatnio zmieniany piątek, 14 grudzień 2018 15:24

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama