cinema.pl Wywiady

niedziela, 09 czerwiec 2013 09:48

Być konsekwentnym

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

„Ekipa na swoim” to nowe reality show na antenie Telewizji Polsat. W tym programie drużyny z trzech polskich miast: Kielc, Częstochowy i Torunia będą walczyć o prowadzenie Piwiarni. W trakcie 9 odcinków okaże się, który zespół jest ze sobą naprawdę zgrany i najbardziej zaangażowany w realizację własnych marzeń. Zobaczymy emocje towarzyszące tworzeniu prawdziwego biznesu, będziemy świadkami sukcesów i porażek związanych ze wspólną pracą oraz współzawodnictwem z innymi drużynami. W tym programie drużyny z trzech polskich miast: Kielc, Częstochowy i Torunia będą walczyć o prowadzenie Piwiarni. W trakcie 9 odcinków okaże się, który zespół jest ze sobą naprawdę zgrany i najbardziej zaangażowany w realizację własnych marzeń. Zobaczymy emocje towarzyszące tworzeniu prawdziwego biznesu, będziemy świadkami sukcesów i porażek związanych ze wspólną pracą oraz współzawodnictwem z innymi drużynami. Czy niespełna trzy miesiące wystarczą, aby stać się wykwalifikowanym kelnerem, barmanem, menedżerem czy kucharzem? Jak każda z drużyn poradzi sobie z prowadzeniem własnego interesu? W jaki sposób jej członkowie podzielą się obowiązkami? Czy skorzystają z rad specjalistów i czy pomoże im konstruktywna krytyka jurorów? Program prowadzi Aleksandra Szwed, a w jury zasiadają: Radosław Majdan, Maria Rotkiel, Tomasz Cygiert. Rozpoczynamy pierwszy odcinek od prezentacji ekip, które w preselekcji zostały zakwalifikowane do udziału w castingu. Po przeczytaniu pisemnych (internetowych) zgłoszeń wybrano 9 ekip z trzech miast Polski (po 3 z każdego). Prowadząca następnie odwiedzi kolejno te ekipy. Wkrótce, podczas castingu ci kandydaci zmierzą się w walce o bezpośredni udział w programie. Odwiedzinom w każdym z trzech miast towarzyszą wizytówki wybranych uczestników programu. Dzięki tym materiałom poznamy ich bliżej i środowisko, z którego pochodzą; ich rodziny i przyjaciół. Każda ekipa ma inny pomysł na zdobycie głosów jurorów i sympatii widzów. Ale cel, do którego zmierzają wszyscy, jest jeden: Piwiarnia - własny biznes. Ekipa, która najlepiej sprosta tym zadaniom, będzie mogła czuć się „na swoim” i dostanie wymarzoną nagrodę - możliwość poprowadzenia lokalu przez 5 lat. Program „Ekipa na swoim” produkuje firma Rochstar, koordynacją projektu zajmuje się Polsat Media.

Już nie długo będziemy mogli Panią oglądać w programie „Ekipa na swoim”, jaka będzie Pani rola?

Aleksandra Szwed: Jestem gospodynią tego programu - moja rola polega na tym, że zajmuję się kontaktami z uczestnikami. Chciałabym ich poznać, aby móc przedstawić ich widzom w jak najlepszy, jak najdokładniejszy sposób. Moim zadaniem jest również komentowanie i opowiadanie co się dzieje podczas programu. Cieszę się natomiast, że nie mam wpływu na to kto zostaje w programie, kto z niego odpada, jaki jest jego przebieg. To było by dla mnie trudne bo spędzając z nimi sporo czasu naprawdę bardzo polubiłam tych ludzi. Chciałabym być osobą, z którą, jeżeli coś się będzie działo złego lub dobrego, ekipy będą się dzielić swoimi wrażeniami, emocjami, że będę się cieszyć z tymi którym się udało lub przeciwnie – pocieszać tych, którzy odpadli.

Akcja programu toczy się w 3 miastach. Będziecie jeździć do tych miast?

Już jeździmy. Jesteśmy już po pierwszych nagraniach, w których informowaliśmy wybrane przez jurorów drużyny o tym, że się udało, że dostali się do programu i ta rola przypadła właśnie mi. Robiłam sobie przy okazji mała wycieczkę po Polsce – Kielce, Częstochowa, Toruń i poznałam wszystkie ekipy, które się zakwalifikowały. To była naprawdę bardzo przyjemna rzecz, kiedy mogłam im to ogłosić.

I jakie były pierwsze wrażenia?

Nie chciałabym być na miejscu jurorów, naprawdę będą mieli ciężki orzech do zgryzienia. Każda z tych drużyn jest zupełnie inna, każda ma swój pomysł na tę piwiarnię. To są zupełnie różni ludzie i gdybym miała wskazać palcem, które z tych 9 ekip ma się dostać do generalnej części programu, na stałe ma dostać klucze do piwiarni, to miałabym nie lada problem. Taka odpowiedzialność, to jest coś strasznego, ponieważ wiem, że te osoby są gotowi podporządkować pod ten program swoje życie. Są ludzie, którzy dla tego programu przeprowadzili się z zupełnie innych miast. Ciężar tej świadomości, że od tego zależy ich przyszłość, to byłoby coś co by mnie paraliżowało. Jak wracałam do domu z tego małego tournee, to sobie pomyślałam „Dobrze, że w tym programie nie mam żadnej decyzyjnej roli”, ponieważ przy każdym innym programie jest łatwiej, a tu organizujemy tym ludziom życie na 5 lat. Oni dostają na 5 lat własne miejsce pracy, którym będą zarządzać, od nich będzie zależeć jak to wszystko będzie wyglądać, czy to miejsce będzie się rozwijać czy upadnie. Dziedzina gastronomiczna to bardzo ciężka branża,. Widać w tych ludziach zapał, nie mogą doczekać się swoich pierwszych prezentacji, chcą już przedstawić swoje pomysły. Mam wrażenie, że emocjonalnie poziom zaangażowania wszystkich ekip, które zgłosiły się do tego programu, jest większy niż w innych, podobnych programach. Ekipy te mają świadomość, że to program, który wiąże się z całkowita zmianą w ich życiu. Tu nie wygrywa się samochodu czy pieniędzy, które można mieć, sprzedać lub wydać. My tu zmieniamy życie na co najmniej 5 lat.

Skąd pomysł na udział w tym programie?

Nie wiem skąd wziął się pomysł, aby zaproponować mi współpracę, natomiast mnie zafascynował sam format. Jest to nowatorski projekt. Wszystkie programy, których było mnóstwo, od talent show poprzez reality, których boom był parę lat temu, nigdy nikt nie wymyślił czegoś takiego. Wyjątkowa nagroda, ale jednocześnie całość jest bardzo zobowiązująca. Można tu spełnić marzenia, zmienić życie i ta myśl, która jest przewodnia ideą programu spowodowała, że to projekt, w którym chciałam uczestniczyć, chciałam to obserwować z bliska, a nie tylko ze szklanego ekranu. Chciałam tu być i zobaczyć jak te ekipy będą reagować. To będzie dla nich ciężki sprawdzian, zobaczymy czy te więzi przyjaźni, które wiążą ekipę, przetrwają, ponieważ wszystko tu dzieje się „na wysokich obrotach” i o sprzeczkę nie trudno. Podejrzewam, że nie zabraknie też tutaj stresujących sytuacji, szczególnie przy zadaniach. Wierzę jednak, że dzięki tym przyjaźniom, dzięki temu co łączy tych ludzi uczestnicy są w stanie osiągnąć wszystko. Myślę, że ten program będzie dowodem na to, że jeżeli chcemy, to razem możemy osiągną bardzo wiele.

A Pani ma jakąś receptę na prowadzenie tego programu, na współprace z ekipa, uczestnikami?

Na początku bardzo chciałam się jak najlepiej przygotować, chciałam z wyprzedzeniem dostać informacje o ekipach, ale reżyser, powiedział "NIE, zobaczysz ich dopiero jak przyjedziesz na miejsce". To jednak format, z którym wcześniej nie miałam styczności, nie prowadziłam wcześniej programu reality i trochę się obawiałam tego wszystkiego co jest z tym związane. To jest totalna improwizacja. W momencie, kiedy coś się dzieje i muszę reagować. Myślę, że do takiego programu nie można się tak naprawdę przygotować. Sama chyba chciałam przedobrzyć, ale dobrze że mnie powstrzymano. Będąc w tych miastach, informując uczestników, że się dostali, obserwując ich mega zaskoczenie, to było dla mnie duże wyzwanie ale i wielksa przyjemność. To fajne i zupełnie nowe doświadczenie, a jak lubię zbierać nowe doświadczenia, ponieważ to co robię, nie tylko w życiu zawodowym, staję się pełniejsze. Mam dzięki temu większe kompetencje do różnych rzeczy, które w życiu robię. To wyzwanie, a ja lubię nowe wyzwania. Jest to też sprawdzian dla mnie, czy do danego zadania się nadaję.

W takim razie jaki jest Pani przepis na sukces?

Trzeba być konsekwentnym, w tym co się robi, wkładać w to serce, ponieważ inaczej się nie da, nie ma sensu. Wiadomo, jak coś robimy od niechcenia, to wszystko się rozłazi, rozpada. Ważnym elementem jest również poczucie, że kiedy jest zabawa, to jest zabawa, ale kiedy praca, to trzeba się wziąć do roboty. Nie mam gotowego pomysłu na sukces, gdybym taki miała, to zrobiłabym fortunę. Moim zdaniem jednak ludzie powinni ufać sobie nawzajem i swojej intuicji, swoim przekonaniom i nie robić czegoś tylko dla korzyści jakie mogą z tego tytułu otrzymać, ale dlatego, że w to wierzą. Wierzę w to, że chcą, że to jest faktycznie ich marzenie, ponieważ wtedy gdy jesteśmy całym sobą, całym sercem w tym co robimy to nie może się nie udać.

Kończąc rozmowę chciałam zapytać czy te wszystkie funkcje da się czasami połączyć, wykorzystać w jednym celu?

Wszystko da się połączyć, tylko trzeba chcieć. Zajmuję się wieloma rzeczami studiuję, gram w teatrze, serialach, gram koncerty, prowadzę programy, eventy i dla mnie to wszystko ma jeden mianownik, którym jest pasja. Sprawia mi to ogromna przyjemność. Po drugie to wszystko jest z dziedziny powiedźmy "humanistyczno-artystycznej". To wszystko jest w zakresie moich zainteresowań. Jeżeli się tylko chce i trochę pomyśli, to wszystko da się ze sobą pogodzić. Oczywiście czasami trzeba coś poświęcić. Przede wszystkim jednak nie można dać złapać w sidła ludzkiego gadania, nie dać się tym ludziom, którzy są zawistni, tym którym się coś nie podoba, tylko trzeba dążyć do realizacji swoich planów. Ja nikogo nie krzywdzę swoją pracą, więc czemu ktoś miałby mnie krzywdzić. Jeżeli jednak ktoś taki się znajdzie, to się tym nie przejmować i robić swoje. Radzę to wszystkim w każdej dziedzinie życia.

Czytany 1030 razy

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama