cinema.pl Newsy Dnia

poniedziałek, 18 czerwiec 2018 20:28

Moja praca polega przede wszystkim na obserwacji - Mateusz Damięcki dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Jest początek maja, poniedziałkowe popołudnie, po długim weekendzie. w stolicy wiele osób wraca z pracy do domu. My jednak spotykamy się z młodym, zdolny aktorem, który w tzw. branży jest 27 lat. Mateusza Damięckiego ostatnio można było oglądać chociażby w serialach "W rytmie serca" oraz "Na dobre i na złe". O tych serialach oraz o nowych projektach porozmawialiśmy z aktorem. 

 

Moja praca polega przede wszystkim na obserwacji - Mateusz Damięcki dla cinema.plSpotykamy się w trakcie przygotowań do nowego spektaklu z Twoim udziałem, którego premiera odbędzie się w warszawskim Teatrze Kamienica. Co to za sztuka?

Jest to komedia - co sugeruje już sam tytuł - „Czarna komedia”, w reżyserii Tomasza Sapryka. Jest świetnym aktorem, ale okazało się, że również fantastycznym reżyserem. Człowiek, który przeszedł przez wszystkie etapy jako aktor, dokładnie wie, czego się spodziewać po aktorach, których zaprosił do współpracy. Wie również jak pracować z aktorami, ponieważ sam współpracował z wieloma reżyserami. Tekst został napisany przez Petera Shaffera. Prace trwają, a premiera przewidziana jest na wrzesień 2018.

Reżyser, Tomasz Sapryk, wybitny aktor, ze specyficznym poczuciem humoru. Czy ten humor będzie widoczny w waszym spektaklu?

W tym spektaklu Tomek jest po tej drugiej stronie, więc z pewnością jego prywatne poczucie humoru bardzo mocno wpłynie na naszą pracę. Zobaczymy jakie będą efekty. To dopiero początek naszej współpracy. Wcześniej spotkaliśmy się, by porozmawiać o naszych wizjach. Dopiero dzisiaj (7 maja) po raz pierwszy mamy próby na scenie, można zatem powiedzieć „pierwsze koty za płoty”. Nie mogę się już doczekać, gdy wszystko nabierze tempa, gdy przeanalizujemy każda scenę i będziemy krok po kroku cyzelować kolejne fragmenty tej sztuki. W samym tekście jest ogromny potencjał. Ważne, aby tego nie popsuć.

Wspomniałeś o tym, że praca nad tym spektaklem jest nietypowa…

Jako absolwent Akademii Teatralnej i człowiek, który spędził zaledwie dwa lata w teatrze repertuarowym, a większość sztuk realizował w teatrze impresaryjnym, mogę stwierdzić, że to zupełnie różne formuły pracy nad spektaklem. Oczywiście są jeszcze teatry z zespołem aktorskim pracującym na pełnym etacie, gdzie przychodzi się na regularne spotkania w godzinach 10-14 oraz na wieczorne próby od 18 do 22, bo taki jest i zawsze był rytm pracy w tradycyjnym teatrze. Ale odkąd rozwinęły się tzw. teatry impresaryjne, gdzie zespół zbiera się nie z nadania, ale jest zbudowany z osób pracujących w różnych miejscach, nie przynależnych do jednego, konkretnego teatru, wtedy ten tryb pracy jest zupełnie inny. Akurat w naszym przypadku są to próby trwające po 5-6 godzin, np. w godzinach 10-15. Mnie osobiście taki system pracy bardzo odpowiada, ponieważ pozostałą część dnia czy wieczoru można wykorzystać na inne sprawy. Jest to także duże ułatwienie dla aktorów, zaangażowanych w tym samym czasie w inne projekty zawodowe. Teraz mam akurat taką sytuację, że gram w dwóch serialach, więc trudno byłoby mi to pogodzić z regularnymi próbami w teatrze przez 8 godzin dziennie i to rozbitymi na dwie części. Dlatego w ostatnich latach wszystkie sztuki, w których biorę udział, to przedstawienia w teatrach nie repertuarowych.

Takie sytuacje chyba najczęściej zdarzają się w teatrach prywatnych, które są otwarte na współprace…

Teatr generalnie powinien być otwarty, zwłaszcza jeśli chce zaangażować konkretnego aktora. Ważne jest, aby nawzajem szanować swój czas, a przy tym nie zabierać aktorowi możliwości pracy gdzie indziej. Wszyscy gramy do jednej bramki. Uważam też, że dzięki graniu w serialach i popularności, którą to przynosi, widzowie chętniej przychodzą na przedstawienia teatralne, gdzie danego aktora czy aktorkę mogą zobaczyć na żywo, na scenie.

Po raz kolejny spotykam się ze spektaklem, którego reżyserem jest aktor. Jest to dla Ciebie komfortowa sytuacja? Jakich reżyserów lubisz?

Najbardziej lubię reżyserów, z którymi realnie mogę współpracować. Nie znoszę natomiast takich, którzy uważają, że wystarczy zatrudnić aktora i nie trzeba już nic więcej z nim robić. Aktor i reżyser to jest duet, w którym musi zachodzić interakcja. Nie mówię tu tylko o pracy w filmie, czy serialach - w tej dziedzinie udało mi się najczęściej spotykać reżyserów zaangażowanych w pracę z aktorami, ale również w teatrze. Można być genialnym aktorem i ciągnąć całą sztukę, wymyślić sobie wszystko, ale według mnie nie o to chodzi. Zarówno w teatrze, jak i na planie filmowym czy serialowym, najbardziej cenię sobie współpracę, a nie tylko pracę. Najtrudniej pracuje mi się z reżyserami, którzy potrafią otwarcie powiedzieć „wziąłem sobie Ciebie tylko i wyłącznie dlatego, aby móc spokojnie zająć się innymi aktorami.”. Z takiego podejścia najczęściej nic dobrego nie wychodzi. Taka deklaracja w moim odczuciu w jakiś sposób obnaża słabość reżysera, brak przygotowania, bądź lenistwo. To mnie demotywuje i sprawia, że sam projekt staje się dla mniej wartościowy. Zdarzyła mi się taka sytuacja parokrotnie i wiem, że jest to dla mnie męczarnia. Najlepsze efekty są wtedy, gdy można dzielić się swoimi doświadczeniami i pomysłami z reżyserem, który to chłonie, nie jest zamknięty, a z drugiej strony za każdym razem ma przygotowaną swoją własną koncepcję i jeszcze potrafi zarazić nią aktorów. Zresztą taka postawa wynika z samej definicji angielskiego słowa „director”, które oznacza reżysera, ale przede wszystkim osobę wskazującą kierunek. I dla mnie to jest właśnie podstawa współpracy reżysera z aktorem. Z mojej pracy na wschodzie wyniosłem przekonanie, że gdy reżyser ma własne aktorskie doświadczenia, potrafi lepiej z aktorami pracować - wie czego może się po nich spodziewać i czego oni mogą oczekiwać od niego. W Rosji pracowałem właśnie z takimi reżyserami. Mieli zawsze ukończony jakiś dodatkowy fakultet i najczęściej było to właśnie wydział aktorski. Dlatego właśnie tak cenię sobie reżyserów takich, jak Tomek, który ma doświadczenie zarówno aktorskie, jak i reżyserskie, a przy tym jest niezwykle interesującym i sympatycznym człowiekiem.

A jak myślisz, czy zza wschodniej granicy można coś przenieść na nasz rynek teatralny, filmowy…? 

Myślę, że byłoby to trudne. Tamtejszy świat artystyczny jest inny niż u nas. Ogólnie można powiedzieć, że tam wszystko większe jest, mocniejsze, bardziej skrajne. Spotkałem tam wielu przeambitnych aktorów, którzy wywodzą się z teatrów. Nie poznałem ani jednego, nawet grającego tylko w serialach, który nie miałby ukończonej szkoły teatralnej. Mieli gdzie się nauczyć tego etosu pracy, dążenia za każdym razem do samego szczytu.

To byś przełożył na Polskę?

Spotkałem tam aktorów niezwykle zaangażowanych, zawsze dążących do celu, aktorów totalnych, którzy korzystają z technik Stanisławskiego, czerpią nie tylko ze swojego doświadczenia, ale również starają się poszerzać swoje horyzonty. Są całkowicie oddani swojej pracy zawodowej, ale też i środowisko, w jakim funkcjonują jest inne. Tam producenci nie idą na skróty tzn. znajduje się czas, aby dokładnie coś przygotować, zaplanować. W Polsce różnie z tym bywa. Czasami spotyka się producentów bądź reżyserów, którym bardziej zależy na czasie niż na efekcie końcowym. A najważniejsze jest sformatowanie się w każdej pracy tzn. ustawienie wszystkiego na początku. Później, kiedy rzeczywiście ekipa jest już dograna, aktorzy dokładnie wiedzą kogo i jak mają grać, mają dobre porozumienie z reżyserem i innymi pionami produkcji, to faktycznie można potem pracę usprawniać i przyśpieszać. Początki są zawsze najtrudniejsze, dlatego właśnie niezwykle cenię sobie tych producentów i reżyserów, którzy przywiązują do nich należytą uwagę - zależy im, aby właśnie od samego początku nadać naszej wspólnej pracy odpowiedni kierunek i ustawić ją na właściwych torach.

Takie zasady są ważne we wszystkich dziedzinach życia…

Oczywiście, że tak. Moja praca polega przede wszystkim na obserwacji, na wykorzystywaniu własnego doświadczenia. Korzystam z tego wszystkiego, czego dowiedziałem pracując zarówno w Polsce, jak i zagranicą, szczególnie w Rosji. Za każdym razem podpatruję pracę kolegów jak pracują teraz, a jak kiedyś. Oceniając swoją kinematografię Rosjanie są wobec siebie bardzo krytyczni. Wydaje im się, że zatraciła ona wagę i szlachetność, którą miała niegdyś. A ja uważam, że wciąż jest na bardzo wysokim poziomie i wiele obszarów w tej dziedzinie mogłoby być dla nas inspiracją.

Często wracasz na Wschód?

Prywatnie – na ile czas pozwala, a zawodowo, biorąc pod uwagę skalę mojego zainteresowania Wschodem, raczej częstotliwość moich wyjazdów jest niewielka. Choć jeżdżę tam od 20 lat, zrobiłem tylko 3 projekty aktorskie w Rosji, wbrew temu, co można przeczytać w brukowej prasie. O jednym z nich bardzo rzadko wspominam, ponieważ było to to tylko pół dnia zdjęciowego, ale zrobiłem to z ogromną przyjemnością dla mojego przyjaciela Klima Szepienki. Realizował wówczas film, gdzie konieczne były sceny z obcokrajowcem. Pierwszy duży projekt w Rosji zrobiłem natomiast na początku mojej kariery, 20 lat temu. Była to jedna z głównych ról w filmie pt. „Ruski bunt” (na podstawie książki pod tytułem „Córka kapitana” A. Puszkina). Kilka lat temu pracowałem z kolei nad 25-odcinkowy serialem pt.: „Kak ja stał Ruskim”. Mimo, że między jednym a drugim projektem minęło kilkanaście lat, udało mi się spotkać bardzo wielu znajomych sprzed lat i znowu poczuć ten sam klimat pracy na planie. Bardzo sobie cenię to doświadczenie – to, że powracam na plan do Rosji po latach. Długofalowa ciągłość pracy. Za takie słowa i mój pozytywny stosunek do Rosji bywam w Polsce krytykowany, a ja uważam, że nie powinno się do niczego podchodzić z uprzedzeniem i ulegać stereotypom. Często oceniamy coś, nie mając realnej wiedzy, żadnego doświadczenia, a przez to tracimy okazję, by poznać coś naprawdę wartościowego, co mogłoby nas bardzo wiele nauczyć.

Wspomniałeś o ciągłości pracy, a to chyba też charakteryzuje pracę przy serialu. „W rytmie serca”, „Na dobre i na złe” to seriale, które cieszą się ogromnym powodzeniem.

Tak, jak najbardziej. Gram w „Na dobre i na złe”, który cieszy i gości w domach widzów już 18 lat, zaś „W rytmie serca” – dopiero od roku. Teraz za nami drugiMoja praca polega przede wszystkim na obserwacji - Mateusz Damięcki dla cinema.plsezon, a szykuje się już kolejny. Udało się nam stworzyć na ekranie swego rodzaju symbiozę, oczywiście wg wytycznych reżysera i zadań postawionych przez producenta, która zadecydowała o sukcesie tego serialu. Odbiorcy nie mają świadomości, że na efekt końcowy, który widzą na ekranie ogromny wpływ ma to, co dzieje się poza nim, przed, po i w trakcie kręcenia zdjęć. Mamy fantastyczną, zgraną ekipę, dzięki czemu nasza praca nie tylko idzie bardzo sprawnie, ale jest też szalenie przyjemna. Szkoda, że powstaje tak mało making-offów z planu zdjęciowego. Myślę, że dla widzów byłoby to interesujące i wartościowe. Zobaczyliby, że z jednej strony taka produkcja to ciężka praca wielu osób, nie tylko aktorów, a z drugiej – jak ważny jest dobór odpowiednich ludzi. Na tym to właśnie polega. Spędzam na planie w jednej transzy serialu około 60 dni zdjęciowych. Najczęściej jest tak, że jednego dnia mam kilka scen. Moja praca, to ogromny kawałek mojego życia. Dlatego tak ważne jest dla mnie z kim pracuję, jak praca jest zorganizowana, jaka jest atmosfera na planie zdjęciowym, czy na próbach w teatrze.

Praca w serialu to też przywiązanie widzów do bohatera. Podejrzewam, ze często masz sytuacje w życiu prywatnym, gdzie jesteś zaczepiany np. jak doktor Adam.

Tak, ale jest to zazwyczaj żartobliwe podejście. Można by zapytać czy mnie to śmieszy…

A śmieszy?

Najczęściej nie, ale to nie jest nawet kwestia czy mnie coś śmieszy czy nie, tylko formy w jakiej się to odbywa. Nigdy nie odwróciłem się od osoby, która zaczepiła mnie w sympatyczny i kulturalny sposób, chcąc porozmawiać o mojej pracy czy postaci. Gorzej natomiast, gdy ktoś nie widzi różnicy między bohaterem granym przez aktora a nim samym jako człowiekiem i wchodzi „z butami” w nasze prywatne życie. Niektórzy są przy tym bardzo niedyskretni, nietaktowni i nie potrafią dostosować swojego zachowania do sytuacji, w której nas spotykają. Nie dotyczy to tylko mojej osoby, ale wielu moich kolegów. Jest jeszcze inna plaga - anonimowości Internetu, która spowodowała, że jesteśmy na wyciągnięcie ręki, np. poprzez nasze profile w mediach społecznościowych. Z jednej strony są pożytecznym narzędziem, by kontaktować się z naszymi odbiorcami, a z drugiej stały się miejscem, gdzie każdy może nas obrazić, napisać wszystko, kryjąc się pod pseudonimem. Ja zawsze wierzyłem w ludzi, staram się tym nie przejmować i nie przykładać do tego nadmiernej uwagi, ale nie ukrywam, że bywa to krzywdzące i zwyczajnie przykre. Nie rozumiem dlaczego ludzie dają sobie prawo do takich zachowań.

Seriale, serialami, ale już za momencik będziemy mogli zobaczyć dwie filmowe nowości z Twoim udziałem. „Miłość jest wszystkim” oraz „Serce nie sługa”.

Zgadza się. Jestem już po nagraniu materiału do obu tych produkcji. Są to pełnometrażowe, filmy kinowe. Producentem „Serce nie sługa”  jest POLSAT, a „Miłość jest wszystkim” –TVN. Bardzo ciekawe doświadczenie. Zanim zgodziłem się wziąć udział w tych projektach, przeczytałem scenariusze, które mnie ujęły, zwłaszcza jeśli chodzi o postaci, które mi zaproponowano. Formuła komedii już „na dzień dobry” jest wyzwaniem, ponieważ od zawsze wiadomo, że dużo łatwiej jest człowieka nakłonić do refleksji, czy zmusić do nostalgicznych przemyśleń niż rozśmieszyć. Mam tu na myśli rozśmieszyć naprawdę. A jest to tym trudniejsze, że przecież każdy ma inne poczucie humoru. Niemniej, stosuję taki „papierek lakmusowy”: kiedy czytam jakiś tekst i on mnie nie śmieszy, a jest nazwany komedią, to zawsze budzi to we mnie ogromne obawy. Pamiętam, gdy pierwszy raz czytałem scenopis do sztuki „Klaps! 50 twarzy Greya”, po prostu płakałem ze śmiechu. I to było dla mnie gwarancją, że jeżeli ja się tak dobrze bawię, jeżeli ja rozumiem ten dowcip, to będę wiedział w jakie tony uderzyć, aby rozśmieszyć sobie podobnych. Okazało się, że takich osób jest wiele. Spektakl odniósł sukces, Teatr Polonia wystawił go już ponad 150 razy, nadal jest na afiszu i gromadzi pełną widownię. Wracając jednak do filmów -„Serce nie sługa” to komedia, którą można podciągnąć pod romantyczną, ale muszę dodać, że nie wszystko w tym filmie będzie tak oczywiste, jak to często bywa w tego typu produkcjach. Będzie wiele niespotykanych jak na taki gatunek filmowy zwrotów akcji, które prawdopodobnie pozwolą widzowi na zatrzymanie się i zastanowienie się nad prawdziwym sensem życia. Nie zawsze będzie kolorowo i cukierkowo. Film wejdzie do kin w październiku tego roku. Jeśli chodzi o „Miłość jest wszystkim”, to również jest komedia romantyczna, ale innego typu. Oczywiście tematem przewodnim jest miłość, relacje uczuciowe. Jest to natomiast ten fenomenalny gatunek, z którym na polskim rynku mamy do czynienia od kilku lat, a mianowicie komedia bożonarodzeniowa. Na pewno nie unikniemy porównań do innych tytułów tego rodzaju kina, być może nawet do zachodnich klasyków. Uważam, że jest to dobre; trzeba stawać w szranki z najlepszymi. Co z tego wyniknie dowiemy się w listopadzie tego roku. 

Powiedziałeś, że w scenariuszu musi coś Cię urzec. A jak to wygląda podczas samej pracy na planie? Wiele aktorów jednak powtarza, że im lepiej bawisz się na planie lub w teatrze, tym gorszy może być efekt końcowy.

Tak się zazwyczaj mówi, ale z drugiej strony nie dajmy się zwariować. Nie jest to automatyczne.  Jesteśmy dorosłymi ludźmi, bierzemy odpowiedzialność za siebie i za swoich bliskich, więc poważnie traktujemy naszą pracę, bo dzięki niej się utrzymujemy, budujemy swoją karierę, a więc i egzystencję. To jest profesjonalizm, który polega na tym, że staramy się wykonać swoją pracę jak najlepiej, niezależnie od okoliczności. Na przykład nawet jeżeli nie lubię grać z daną aktorką, aktorem czy reżyserem, to zaciskam zęby, nie „strzelam focha”, po prostu robię, co do mnie należy, bo na tym polega moja praca. Z drugiej strony, oprócz tego że jesteśmy zawodowcami, jesteśmy też po prostu ludźmi. Spędzamy razem na próbach w teatrze, czy na planach zdjęciowych mnóstwo czasu i chyba naturalne jest, że każdy z nas chce się dobrze czuć. Mam 37 lat, a gram już 27. Gdybym miał się źle czuć w pracy, to praktycznie połowę mojego życia musiałbym wyrzucić do kosza. Zawsze dążę, aby atmosfera czy to na planie, czy w teatrze, była jak najlepsza. A tego nie da się osiągnąć bez radości, śmiechu, bez wyluzowania. Ale profesjonalizm, to też wyczucie, aby w odpowiednim momencie przestać się śmiać. Przychodzi moment, że trzeba zakasać rękawy i wrócić do pracy. Mam to szczęście, że w moim życiu jest dużo pięknych chwil, w których łączę mój czas zawodowy z prywatnym.

Sprawdzianem na to o czym opowiadasz z całą pewnością są wyjazdy z ekipa filmową czy serialową. Przykładem są serial „W rytmie serca” czy film „Miłość jest wszystkim”…

Nie jest tajemnicą, szczególnie w naszym artystycznym świecie, że każdy wyjazd wyrywa nas z domowo-rodzinnego anturażu, ale ma tę zaletę, że świetnie integruje ekipę. Zamiast rozjeżdżać się po zdjęciach do domu, wszyscy lądujemy w tym samym hotelu i człowieka jako zwierzę stadne ciągnie jeden do drugiego. Jeżeli tylko czas i sytuacja pozwala, spotykamy się, poznajemy się prywatnie, dużo rozmawiamy. Dowiadujemy się czy możemy na siebie liczyć nie tylko jako zawodowcy, ale też jako ludzie. Za każdym razem takie wyjazdy poczytuję jako mądrość producenta. Oczywiście wszystko zależy od scenariusza, ale jeśli tylko jest taka sposobność zgrania ekipy, to jest to nieocenione. Kręcąc „W rytmie serca”, właśnie dzięki planom wyjazdowym wykonaliśmy na samym początku pracę, która w warszawskiej hali prawdopodobnie trwałaby o wiele dłużej. Dokładnie wiedzieliśmy kto za co odpowiada, kto na jakim jest stanowisku. Dzięki takim wyjazdom najsłabsze ogniwa szybko odpadają, orientują się, że nie pasują do danego towarzystwa. Poza tym to jest bardzo miły czas, który spędzamy razem i nie sądzę aby w jakikolwiek sposób nasze dobre samopoczucie umniejszało efektowi końcowemu.

Czytany 1518 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 18 czerwiec 2018 20:46

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv