cinema.pl Newsy Dnia

niedziela, 22 lipiec 2018 16:02

Dokument nie może zrobić nikomu krzywdy i nie może być kłamliwy - Beata Dzianowicz dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

3 sierpnia do kin wchodzi film "Odnajdę Cie" w reżyserii Beaty Dzianowicz. Mieliśmy okazję porozmawiać z reżyserką o filmie oraz ...

 

Już 3 sierpnia do kin wchodzi Pani debiut „Odnajdę Cię” reklamowany jako thriller. Jakie emocje towarzyszą Pani jako debiutantce?

Stres, emocję są ogromne. Jesteśmy już po pierwszym publicznym pokazie w Koszalinie na festiwalu Młodzi i Film, który wywołał różnoraki fit back. Pierwsze spotkanie z publicznością zaskakująco bezbolesne. Przez połowę filmu publiczność fajnie reagowała, a kiedy trzeba było, oglądali w skupieniu. Wielu zaskakujących rzeczy dowiedziałam się o swoim filmie. Zazwyczaj jest tak, że reżyser otrzymuje więcej pozytywnych informacji. Ale podsłuchałam też trochę krytycznych. To jest szczególnie cenne, bo trudno się rozwijać jak się nie słyszy całego wachlarza reakcji, a tylko te dobre.

Film jest promowany jako thriller sensacyjny…

W tej branży jest tak, że w pewnym momencie reżyser przestaje mieć wpływ na niektóre rzeczy. My nie robiliśmy thrillera sensacyjnego. Tym bardziej, że nie jest to możliwe w ciągu 24 dni zdjęciowych. To jest raczej skromne kino obyczajowe z wątkiem sensacyjnym. Boję się, że ludzie będą mieli ogromne oczekiwania. Jest to historia – mam nadzieję - dość bezpretensjonalna, która nie udaje niczego więcej niż jest, a jednak startujemy w zaskakującej konkurencji.

Zobaczymy w nim elementy skandynawskiego kryminału?

Nie realizowałam tego  filmu z taką myślą, chociaż nie wypieram się, że jestem miłośniczką skandynawskiej literatury. Bardzo lubię sposób w jaki oni łączą warstwę psychologiczną z kryminalną.  Ponadto wydaje mi się, że śląskie  klimaty, mają w sobie organicznie wpisane coś ze skandynawskiego krajobrazu, czyli połączenie nowoczesnego miasta z pewną prowincjonalnością, z szarym brudem i bujną przyrodą. Jest to dla mnie atrakcyjne. Może dlatego ten duch skandynawski jest tu odczuwalny. To jest prosta historia.

W takim razie o czym ta historia jest?

To jest film, który, mam nadzieję, da widzom poczucie siły. Główna bohaterką jest policjantka, która nie jest Wonder Woman, ale zwykłą kobietą, która postawiona w sytuacji bardzo opresyjnej dała sobie radę. To jest historia o przezwyciężaniu przeciwieństw, a przede wszystkim o przekraczaniu własnych ograniczeń. O dowiadywaniu się o sobie, gdzie są granice człowieczeństwa i odwagi.

Główną bohaterką jest kobieta, a wciela się w nią Ewa Kaim. Za reżyserię odpowiada też kobieta. Czy jest to kino kobiece? Czy w ogóle takie pojęcie jest?

Nie bardzo wiem co to jest kobiece kino. Wydaje mi się, że jest to kategoria na siłę. Gdyby ten film miał być kobiecy, to może byłby bardziej drapieżny. Tu się pojawia taki motyw chopinowski, impresyjny, trochę sentymentalny, a to mi się nie kojarzy z kobiecym kinem. Np. mój tata się na nim wzrusza, a mama trochę nudzi… Wolałabym nie podpadać pod kategorię kina kobiecego, bo sama nie umiem tego zdefiniować. Wydaje mi się, że faktycznie mogę liczyć na publiczność kobiecą, ale absolutnie nie przychlebiając się jej. Myślę, że kobiety nie potrzebują specjalnego rodzaju kina, ale potrzebują dobrych filmów. Natomiast faktycznie jesteśmy niedopieszczone, jeżeli chodzi o bohaterki kobiece.  To się zmienia. W tym roku wchodzi wiele filmów z fantastycznymi, silnymi kobietami, które mają charakter, władzę, cele. Jestem absolutnie zachwycona rolą Pani Joanny Kulig w „Zimnej wojnie”, Pani Magdaleny Popławskiej w „53 wojnach”. Długo nie mieliśmy w kinie polskim wiodącej roli kobiecej. Dorzuciłabym tu jeszcze „Wieża. Jasny dzień” ze świetnymi bohaterkami, nietuzinkowymi, nie lukrowanymi. Bardzo mnie cieszy, że kobiety przestały być ozdobnikiem, osobami towarzyszącymi, obiektem miłości, a stają się dynamitem dramaturgicznym. Uważam, że na to widownia kobieca czeka.

Z drugiej strony też mam wrażenie, że kobiety reżyserki sobie świetnie radzą…

Najbardziej mnie interesuje, co będzie z tą falą fantastycznych reżyserek filmów dokumentalnych, które objawiły się bardzo silną grupą. A dokument jest solą kinematografii. Over the Limit” Marty Prus czy „Komunia” Anny Zameckiej. Ale też krótki metraż– fantastyczny „Koniec świata” Moniki Pawluczuk. Są też młode dziewczyny, które dopiero robią pierwsze filmy i już zdobywają festiwale np. Natalia Koniarz, Katarzyna Warzecha, Anastazja Dąbrowska – to jest armia utalentowanych kobiet, które już za pierwsze filmy koszą nagrody na cenionych festiwalach (a samo zakwalifikowanie się na niektóre przeglądy, to ogromny zaszczyt). Te młodziutkie dziewczyny robią filmy wypracowane, zaobserwowane bardzo trafnie i niezwykle sprawnie doprowadzone do końca z wyraźnym piętnem reżyserskim. W filmie dokumentalnym zrobić strukturę dramaturgiczną jest zawsze trudniej, a te filmy ogląda się z zapartym tchem. Najciekawsza jestem jak ta „fala popłynie”. Jeżeli chodzi o kino kobiece dokumentalne jest fantastycznie. Jest też wyraźna ofensywa kobiet w animacji.

Wracając do filmu „Odnajdę Cię”. Jednym z elementów, który rzuca się w oczy, to obada. Czy pisząc scenariusz wiedziała Pani tych właśnie aktorów?

Do tego filmu zatrudniłam prawie samych znajomych, z wyjątkiem Piotra Stramowskiego, którego nie znałam w ogóle. Michała Żurawskiego znałam tylko trochę, ale on pochodzi ze Śląska, więc było nam łatwo się dogadać. Bardzo jestem zadowolona, że podjął się tej roli, która mogła nie być dla niego atrakcyjna w sensie rozwoju zawodowego, bo miał już nieraz do czynienia z takimi bohaterami. Michał zabarwiał tę postać pewnym rodzajem zaskakującego ciepła. Nie było to zapisane w scenariuszu, a bardzo ładnie się przeniosło. Myślę, że świetnie pracuje na relacje Daro i Justy (postaci filmowe). Ze Ślązakami zawsze się świetnie pracuje. Jeśli chodzi o Ewę Kaim – to wszystko się zaczęło od niej. Właśnie dla Ewy pisałam ten scenariusz i gdyby z jakiś powodów nie mogłaby zagrać w tym filmie, to ja bym zrezygnowała z jego realizacji. Spotkałyśmy się kiedyś przy realizacji teatru telewizji. Wiedziałam, że jest to talent, który z jakiś powód jest mało wykorzystywany. Ma fantastyczne role w Teatrze Starym, a w kinie było jej za mało. Dlatego też tą postać napisałam wbrew warunkom Ewy, ponieważ ona jest niezwykle delikatna, uroczą, mądra i elegancką kobietą. W filmie musiała zagrać kogoś zupełnie przeciwnego. Aktor ma prawdziwą frajdę, kiedy w roli musi wiarygodnie zaprzeczyć własnej osobowości.

A miała Pani jakiś pomysł na tzw. współprace z aktorami?

Od momentu kiedy dowiedziałam się, że robimy film do momentu kiedy ruszyły zdjęcia minęły dwa miesiące, więc tak naprawdę z każdą osobą byłam w stanie się spotkać raz. Nie robiliśmy prób, to było nierealne. Gdy spotykaliśmy się na moment, to opowiadałam o swoich pomysłach na film, na postaci i zaskoczyło mnie że aktorzy podczas zdjęć odnosili się do moich pomysłów, do tego co im powiedziałam w przelocie, kiedyś tam. W dalszych dniach nie było czasu aby zagłębiać się, analizować bohaterów. 24 dni zdjęciowe to bardzo mało, robiliśmy po 4 duble, minimum ustawień i przechodziliśmy do kolejnej sceny. Najlepsze jest to, że między nami nie zdarzył się żaden konflikt. Z całej ekipy znałam wcześniej zaledwie kilka osób, ale wszyscy nieprawdopodobnie mi pomagali. Udało się zbudować świat bezpieczny, spokojny i atmosfera na planie była zupełnie bajkowa.

Jesteście już trochę po planie. Był czas na podsumowania, co było najtrudniejsze? Czy faktycznie ten czas?

Najtrudniejsze były tzw. sceny akcji, których było sporo. Kilka scen zostało wyciętych, ponieważ nie chciałabym aby film był odbierany jako kino akcji. To było bardzo trudne. Całą sekwencję na skałach, która jest dość istotna nagraliśmy w 1,5 godziny. Dla mnie to było spore wyzwanie, ponieważ nigdy do tej pory nie miałam do czynienia ze scenami kaskaderskimi.

Do tej pory miała Pani głównie do czynienia w filmami dokumentalnymi…

W filmie dokumentalnym odpowiada się absolutnie za wszystko. Na planie na ogół jest się tylko z operatorem. Czasami jest producent, czasami dźwiękowiec i to jest koniec ekipy. To są 4 osoby, które muszą spowodować, aby rzeczywistość chciała się pokazać, chciała zagrać. Realizacja filmu dokumentalnego  to dynamiczny proces, trudny emocjonalnie, gdzie trzeba zadbać o bezpieczeństwo bohatera. Jest to wszystko okupione olbrzymim stresem. Bohater nie zawsze wie na ile się może odsłonić, chociaż z drugiej strony ludzie są bardzo spragnieni czyjejś uwagi, tak że po jakimś czasie chętnie współpracują. Rolą reżysera jest być czujnym i zarówno sobie jak i bohaterowi stawiać granice, aby nie przesadzić i aby to wszystko było bezpieczne, a jednocześnie wiarygodne, prawdziwe i dramaturgicznie atrakcyjne. Dokument nie może zrobić nikomu krzywdy i nie może być kłamliwy. Tej prawdy jednak nie dostaje się tak po prostu, zbyt łatwo. To jest szalenie trudne. Po skończeniu filmu nie odcina się tych ludzi, oni są w naszym życiu i jest ich coraz więcej. Jest to nieprzerwalny proces poznawania i interpretowania świata. Poza tym, nigdy nie jest się neutralnym. Czasami się komuś pomoże, czasami niestety zaszkodzi. W filmie fabularnym po pierwsze człowiek nigdy nie jest sam, ma zawsze armię ludzi, chętnych do pomocy. To było bardzo miłe zaskoczenie, że ludzie z ogromnymi doświadczeniami są w stanie zapalić się do kolejnego projektu i nie odpuszczać. I oczywiście praca z aktorami, nawet przy silnie emocjonalnych scenach jest o niebo łatwiejsza, niż filmowanie takich samych scen, które zdarzają się prawdziwym ludziom w realnym świecie.

Czyli praca przy filmie fabularnym zaskoczyła pozytywnie?

Praca na planie to była jedną, wielką frajdą, a teraz przed nami ogromny stres. Za chwilę okaże się czy ta nasza historia kogokolwiek obchodzi, interesuje, czy warto było angażować tyle ludzi do pracy. Dokumentalista ma tutaj zdecydowanie łatwiej, ponieważ jego filmy trafiają do mniejszej publiczności. Nie musi się przejmować, czy jego film zobaczy tysiąc, czy sto tysięcy osób.

A czy na tyle ta praca w fabule się spodobała, że sięgnie Pani po kolejne?

Mam nadzieję. W każdym razie jestem  w połowie piania kolejnego scenariusza. Tym razem będzie to czysta obyczajówka.
Wydaje mi się, że praca nad scenariuszem jest o wiele trudniejsza niż reżyseria? Czy się mylę?
Praca scenarzysty jest o tyle przyjemną, że jest się samemu kontra klawiatura oraz cały świat, który trzeba opisać. W pewnym sensie jest to komfortowe. Natomiast w pracy reżyserskiej, wydaje mi się że najtrudniejsze jest stymulowanie współpracowników. Jestem zobowiązana do tego aby cała ekipa czuła się dobrze na planie, aby mieli poczucie, że nie jest to tylko mój film, ale ich też. Ważne jest to aby wszyscy mieli z tej pracy frajdę. Z drugiej strony trzeba uważać aby to wszystko opowiedziało się w jednej konwencji, energii, w jednym stylu. Najtrudniejsze jest wyważenie ile wziąć od ekipy, a przy czym się upierać. Jeżeli pomysły są fantastyczne, ale dalekie od historii, to trzeba tak zorganizować wszystko, aby nie zabić ducha kreacji, który wydaje mi się, jest magiczny, w zgranej ekipie filmowej.

Słyszałam też od aktorów, że reżyser jest Bogiem na planie… U Was chyba były tzw. „burze mózgów”

Tak, współpraca była super. Wydaje mi się, że szybko znaleźliśmy wspólny klucz. Wszyscy poczuli się bezpiecznie.  Faktycznie nie wychodziliśmy poza 4 dubel. Nie dociskaliśmy. To jest grane „dosyć elegancko” w sensie aktorskim. Wydaje mi się, że nie ma w nie przesadnych środków, zwłaszcza jak na sytuacje, w których bohaterowie się znajdują.

Na koniec pytanie o plany tego filmu? Będziecie cierpliwie czekać do 3 sierpnia?

Znana jest już data światowej premiery filmu, ale nie mogę niczego zdradzić na razie... Teraz  czekam na premierę. Czy cierpliwie to nie wiem… Czekam.

Dziękuje za rozmowę.

Dziękuję.

Czytany 639 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 22 lipiec 2018 16:24

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv