cinema.pl Wywiady

czwartek, 17 styczeń 2019 11:35

Człowiek jest istotą, której nie da się do końca zbadać - Kinga Dębska dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

"Hel", "Moje córki krowy", "Plan B" czy ostatnio "Zabawa, zabawa" to nie które produkcje, za które odpowiada Kina Dębska. Reżyserka oraz scenarzystka w jednej osobie odpowiada również za filmy dokumentalne oraz seriale. W ramówce wiosennej TVNu pojawi się serial SZÓSTKA. Przy okazji wizyty Pani Kingi w toruńskim Kinie Centrum przy CSW mieliśmy okazje porozmawiać m.in.: o ostatnim filmie.

 

Zostanie chyba panie reżyserką od trudnych spraw. Tym razem film „Zabawa zabawa”, który dotyka tematu nadal tabu. Jest to film promowany, że dotyka Pani trudnych tematów, ale w sposób bardzo przemyślany. Widać pasje podejmowania takich, a nie innych tematów.

Bez przesady z tymi trudnymi tematami. Myślę, że kino jest po to,  aby bawić,  ale też żeby porozmawiać z widzem. Czasami na trudne tematy. Nie można traktować widza jako naiwniaka czy półidioty, który chce wyłącznie komedii romantycznych i nawalanek. Biorę odpowiedzialność za czas widza w kinie. Mam poczucie, ze trzeba rozmawiać o tym, co nas boli, ale w sposób rozrywkowy, w sposób, który daje widzom satysfakcję. Dlatego w tym moich filmach są tzw. wentyle bezpieczeństwa. Tak używam komizmu. Żaden mój film  nie jest typowym dramatem, znajdują się w nich zawsze  momenty zabawne..

Tej komedii jest jednak mniej niż w filmie „Moje córki krowy”.

Ale trochę jest. Tu temat był poważniejszy, nie chciałam sobie robić jaj z tematu uzależnienia.  Nie chciałam spłaszczyć i obśmiać tematu alkoholizmu. Jeżeli chodzi o śmierć w „Moich córkach krowach”, to miałam  potrzebę, aby ją trochę oswoić, obśmiać właśnie. Gdybym w filmie „Zabawa zabawa” zrobiła czystą komedię, to nikogo by ten film nie obszedł, a mi chodziło o to, aby widzowie się sobie przyjrzeli, gdzie sami się znajdują w tej relacji z alkoholem. Jak mówi Ewa Wojdyłło, każdy z nas jest gdzieś na  linii pochyłej prowadzącej od abstynencji do alkoholizmu.

Film przedstawia problem pokoleniowo, występują trzy pokolenia, trzy różne kobiety. Nie ważne na jakich stanowiskach jesteśmy ten problem może dotyczyć każdego. Łatwo się mówi o środowiskach patologicznych, ale jeżeli już mówimy o np. Pani prokurator, to jest to zamiatane pod dywan.

Takie są fakty, że picie osób na stanowiskach się kryje. Można powiedzieć, że nie zrobiłam tego filmu tylko o alkoholiczkach, ale o naszym dzisiejszym świecie, o nas, o Polsce, która chyba trochę wstydzi się tego tematu. Próbujemy go zepchnąć, zamieść pod dywan. A ludzie piją, i to coraz więcej. lkoholizm ma dzisiaj zupełnie inny wymiar niż dawniej. Kobiety dzisiaj wiele osiągają, są silne, zarabiają,  a na koniec dnia często otwierają kolejną butelkę wina . Gdzieś muszą odreagować presję, która na nich spoczywa.  Wydaje mi się, że oprócz tendencji do uzależnienia, alkoholicy cierpią na  brak miłości własnej. To jest film nie tylko o alkoholiczkach, ale także oludziach, którzy są wokół nich, tych którzy z nimi żyją, pracują, widzą problem, ale o nim nie mówią. , którzy nie wiedzą jak się zachować wobec alkoholizmu szefa, żony czy córki. Jest to też film o bezprawiu, ponieważ taka pani prokurator, która pije, może sobie u nas pozwolić na więcej.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo charakterystycznymi postaciami w filmie są policjanci, którzy w różny sposób rozgrzeszają bohaterki.

Oni ich nie rozgrzeszają, tylko nie wiedzą, co z nimi zrobić. Zależało mi na tym aby policjanci byli głosem ludu, aby wypowiadali powszechne teksty typu  pije, bo ma trudny zawód.. Bo w naszym społeczeństwie jest na picie duże przyzwolenie. W Polsce  wciąż jest problem z przyznaniem się do uzależnienia kobiecie, szczególnie tej na stanowisku. Europa Zachodnia czy USA dawno ten temat przerobiły. Nikogo tam nie dziwi, że ktoś chodzi na mityngi  AA, wręcz ludzie są z tego dumni, mówią o tym otwarcie. Nie bez powodu w filmie poznajemy szefową najmłodszej bohaterki, która jest Amerykanką, i która jako jedyna mówi, że może jej pomóc, że to nie koniec świata. . 

Widać to też w postawie bohaterek. Tylko jedna przyznaje się, że ma problem.

To jest najtrudniejsze, żeby alkoholik sam zaakceptował i przyznał, że ma problem. Pamiętam rozmowy w montażowni, niektórzy panowie mi mówili, że po co ta Magda mówi, że jest alkoholiczką. Jaka tam z niej alkoholiczka.  A ja uważam, że to jest jedno najważniejszych zdań w tym filmie. To jej przyznanie się do słabości ono daje nadzieję, że Magda wyjdzie z tego.

Na 3 bohaterki jedna sięgnęła po pomoc.

Taka jest statystyka.

To dawało do myślenia, na ile jest ważna liczba 3.

Trzy to jest bardzo dobra liczba w opowieści. Na poważnie, to film konsultowali najlepsi terapeuci w kraju, scenariusz napisałam z pisarką i  blogerką, która wyszła z uzależnienia, Miką Dunin, więc jest on najbardziej prawdziwy jak można. . O bardzo wielu rzeczach się dowiedziałam i dużo zrozumiałam. Bardzo nie chciałam oceniać bohaterek, ale je polubić.. Chciałabym aby widzowie również, po obejrzeniu filmu, nie rzucili w nie kamieniem, ale próbowali je zrozumieć. Nie ma szczepionki na alkoholizm. Kto wie czy nam czy naszym bliskim się to nie zdarzy. Musimy być po prostu uzbrojeni w wiedzę, w wrażliwość i musimy wiedzieć, ze zawsze coś możną z tym zrobić. Picie to nie jest sytuacja bez wyjścia.

Czym dla Pani był ten film jako dla reżyserki, ale też jako osoby prywatnie?

Kolejnym moim autorskim filmem, opowiadającym mocną historię. Reakcją na to, co widzę, czyli jak piją kobiety. Ukochanym dzieckiem, bo dla reżysera filmy są jak dzieci.  

Nie tłumaczy ich Pani, nie rozgrzesza, ale mi było tych kobiet żal.

Właśnie o to mi chodziło. Bardzo dobrze, że było Pani ich żal. Chodziło mi o to, aby tych bohaterek nie przekreślać, mimo że dwie z nich same siebie przekreśliły. Mówi się, że „nadzieja umiera ostatnia”. Pamiętam przepiękne kobiety niepijące alkoholiczki, o których w życiu nie powiedziałabym, że maja problem. Gdy opowiadały mi swoje historie, ile razy próbowały zerwać z nałogiem, to pomyślałam sobie, że człowiek jest istotą, której nie da się do końca zbadać.

Prawdziwe historie zabrzmiały w tym filmie.

Tak. Wypadkowe wielu historii, które usłyszałam, którymi podzieliło się ze mną wiele kobiet. Te historię mają wielu bohaterów, bo obok jednej osoby uzależnionej jest wiele osób współuzależnionych: dzieci, mężów, kochanków, pracowników.. Proszę zauważyć, że mężczyźni w tym filmie są pokazani bardzo pozytywnie…

Oni są takim drugim planem, który płaci za  alkoholizm partnerek.

Jedni wiedzą jak sobie poradzić z problemem, inni nie, a nie ma jednego dobrego rozwiązania.… Jedną ze scen, która mnie wzrusza za każdym razem jak oglądam ten film, to płacz ojca najmłodszej bohaterki. Bohater, w którego wciela się Przemysław Bluszcz jest mocno niedoskonały. W przeszłości sam za kołnierz nie wylewał,  jak przestał pić zaczął chodzić do kościoła i   rozkleja się, kiedy jego córka mówi mu o problemie. On okazuje się  dla niej największym wsparciem. Uważam, że  rodzina, relacje z bliskimi, nawet niedoskonałe, to jest to coś, co może nas uratować.

Ciekawa była też postać Mariana Dziędziela, który ciekawie wypowiedział się na temat picia.

Bardzo chciałam Marianowi dać coś do zagrania, to jest mój ulubiony aktor. Niestety nie jest kobietą, więc nie mógł zagrać głównej roli, ale wie wiele na temat alkoholu, więc umieściłam go w Płocku w knajpie „Lisia nora”. Gra starszego reżysera teatralnego, który wszystko wie o alkoholu i  wiele wypił, ale leczyć się nie zamierza..

Jeżeli jesteśmy już przy obsadzie, to chciałam zapytać czy była ona dla Pani oczywista?Na początku oczywiście nie. Jednak w pewnym momencie, gdy historie zaczęły się konkretyzować, , to faktycznie zaczęłam myśleć  o tych aktorkach. Agata oczywista sprawa. Z Dorotą Kolak spotkałam się w serialach, w „Planie B” zagrała małą rolę i wiedziałam, ze jest to aktorka, która powinna dostać główną rolę. Ma ogromną siłę rażenia, prawdę, mądrość. Jest wielką aktorką, ale grającą głównie w teatrze. . Trzeci wybór był oczywisty. . Moja córka Marysia skończyła szkołę filmową w Łodzi, dostała Grand Prix jako najlepsza studentka ze wszystkich szkół filmowych w Polsce za rolę „Marii Stuart”  i grała już  bardzo różne rolę. Pomyślałam co ja będę szukać, jak mam taką cudowną młodą aktorkę  przy sobie.

Wysoko jej Pani poprzeczkę postawiła. Pracowało się trudniej? 

Faktycznie  miała poprzeczkę postawioną bardzo wysoko.  Trzy odtwórczynie głównych ról nie spotkały się na planie. Każda grała swój własny film, każda szyła swoją własną historię. Dodatkowo Marysia miała do zagrania bardzo trudną scenę, zarówno dla niej jak i dla mnie. Zrealizowaliśmy ją pierwszej nocy zdjęciowej. To było  karkołomne, ale jak już to przeszłyśmy, to pozostałe sceny były o niebo łatwiejsze.

Po jaki teraz Pani trudny temat sięga?

Teraz chciałabym zrobić coś lżejszego,opowiedzieć o smakach i zapachach dzieciństwa w PRL-u.  Scenariusz piszę na podstawie własnej książki, która jest do nabycia w księgarniach pt.: „Porozmawiaj ze mną”.  To będzie film o dwóch odsłonach tej samej kobiety, która wraca do swojego dzieciństwa. Opowiem tam też o wyjazdach turystyczno handlowych, które były naszą polską specjalnością.

A co z TVN-owskim serialem SZÓSTKA?

Już nakręcony. Będą go mogli państwo oglądać od 24 lutego w niedziele. To był bardzo dobry scenariusz. Ten serial można określić jako psychologiczno – medyczny. W obsadzie moi ulubieni aktorzy ale też ci, z którymi pracowałam po raz pierwszy. Jest Gabriela Muskała, Grzegorz Damięcki, Marian Dziędziel, Sławomir Orzechowski, Julia Wyszyńska, Marcin Bosak. Czyli wspaniała obsada. Jest to bardzo emocjonująca historia i świetnie zagrana, i z nowu, z życia wzięta.

W serialu jest pokazane jak „na krzyż” można dokonać przeszczepu. To jest chyba jeszcze nie do końca znany temat?

Tak, niewiele się u nas o tym wie. Jeżeli chodzi o ten temat,  jesteśmy w tyle Europy i świata. Liczba przeszczepów spadła, sytuacja transplantologii jest w Polsce trudna. . Poza tym u nas  tylko 5 procent przeszczepów nerek pochodzi od żywych dawców, a np. w Stanach – aż 90%. Oczywiste jest, ze nerki od żywych dawców są lepsze. U nas zbyt mało buduje się postawę altruistyczną, jak to się robi na Zachodzie, nie promuje się „dawstwa”. ,. Ten serial więc, oprócz walorów rozrywkowych, będzie miał też wartość edukacyjną.

Specjalistka od trudnych tematów, ale mam wrażenie też od pokazywania kobiecego świata. Jakie są dzisiejsze kobiety? Są supermenkami? Z czego to może wynikać?

Myślę, że są wspaniałe. I powinny być dla siebie lepsze, pozwalać sobie na więcej luzu. Powinnyśmy nauczyć się zdrowego balansu pomiędzy życiem i pracą, rodziną i troską o siebie same. Mit matki Polki nam ciąży.

Foto: Robert Jaworski

Czytany 1242 razy Ostatnio zmieniany piątek, 22 marzec 2019 13:01

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama