Widowiskowo i z przekazem. Najnowsze dzieło reżysera "W stronę morza" to pełna rozmachu hollywoodzka produkcja, która śmiało mówi o fanatyzmie.
Akcja "Agory" rozgrywa się w Egipcie w IV wieku naszej ery. Główną bohaterką jest filozofka Hypatia (znakomita Rachel Weisz), która ponad życie osobiste, bogów i religię stawia naukę. W Bibliotece Aleksandryjskiej, skupiającej całą starożytną wiedzę, uczy i próbuje pojąć prawa, którymi rządzi się wszechświat, a dokładniej układ słoneczny. Niestety, przyszło jej żyć w burzliwych czasach, w których starły się drogi chrześcijan, żydów i pogan.
W Hiszpanii obraz oprotestowały organizacje praw człowieka, zarzucając twórcom promowanie antychrześcijańskich nastrojów i utrwalanie fałszywych stereotypów na temat kościoła katolickiego. Film miał również problem ze znalezieniem dystrybutora m.in. w Stanach Zjednoczonych oraz we Włoszech. Doszukiwanie się antychrześcijańskiego wydźwięku to najprostsza z możliwych interpretacji, co nie znaczy, że właściwa. Reżyser, co zresztą sam podkreślał, starał się raczej zwrócić uwagę na bezsensowną przemoc, która towarzyszy narodom od zarania dziejów. To film o zaślepieniu, braku wyobraźni, bestialstwie, nieposzanowaniu dla tego, co inne, niezrozumiałe. Alejandro Amenábar podkreśla, jak łatwo zaprzepaścić lata cudzej pracy, jak kierując się tak naprawdę uporem, można szybko przekreślić osiągnięcia innych. Chociaż akcja rozgrywa się setki lat temu, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że nie tak wiele zmieniło się od tamtych czasów. Dziś po prostu "wróg" jest inny. Obraz porusza także kwestię roli kobiety w społeczeństwie, umacnianego od wieków modelu patriarchalnego, dwulicowości mężczyzn.
"Agora" to niewątpliwie ciekawe dzieło. Zapewne z uwagi na kontrowersyjny charakter, temat był dotąd raczej pomijany. Największa biblioteka świata starożytnego i los, jaki ją spotkał na pewno jednak warte są przybliżenia. Amenábar może czasem popada w nadto dramatyczny ton, ucieka się do standardowych epickich sztuczek, by nadać produkcji bardziej podniosły charakter, ale trzeba przyznać, że udało mu się wykreować imponujący spektakl. Nie ma też wątpliwości, że to odważny film, który należałoby odebrać raczej jako dzwonek alarmowy niż antychrześcijańską tyradę. Joanna Moreno | forum film
Tim Burton tym razem postanowił zabrać widzów w krainę czarów. I rzeczywiście, przez ponad półtorej godziny poczujemy się jak w bajce.
"Alicja w Krainie Czarów" to jedna z najwspanialszych opowieści dla dzieci. Książka od lat zachwyca nie tylko najmłodszych, ponieważ wyobraźnia Lewisa Carrolla po prostu onieśmiela i wywołuje zdumienie. W absolutnie magiczny sposób udało się ten efekt powtórzyć Burtonowi.
Filmowa "Alicja..." nie jest wierną ekranizacją, ale nie o to przecież chodzi. Ważniejsze, że kalifornijski twórca zdołał zadziwić i wywołać uśmiech. Z pomocą genialnych aktorów i kosztownej technologii wykreował niezwykły świat. Kolorowy, lśniący, wesoły, nadzwyczajny. Słowa nie są w stanie oddać tego, co maluje nam się na ekranie. Niektóre efekty i scenerie są tak apetyczne, że ma się ochotę jeść je łyżkami i bezwstydnie oblizywać. I chociaż głównym atutem dzieła jest jego barwna wizualna strona, cudownie sprawdza się również cała reszta. Opowieść wciąga, niczym królicza nora, do której wpada tytułowa bohaterka. Jej przygody pokazane są z lekkością, świeżością i wdziękiem. A skoro o wdzięku mowa, nie można go odmówić Mii Wasikowskiej, która pojawiła się w roli głównej. Johnny Depp tradycyjnie nie zawodzi, Helena Bonham Carter grająca Królową Kier powala a Anne Hathaway jako jej biała siostra zadziwia. Nie mniejsze wrażenie robią zwierzęce postaci, z obłędnym znikającym kotem na czele.
Burton nie byłby sobą, gdyby nie okrasił swego dzieła humorem. Nie dość więc, że jest pięknie i ciekawie, to jeszcze zabawnie. Miejmy teraz tylko nadzieję, że Tim zechce sprawdzić, co jest po drugiej stronie lustra.
Modern gore gothic. Takim terminem można by określić gatunek, który reprezentuje "Wilkołak".
Bohaterem opowieści jest Lawrence Talbot (Benicio Del Toro), który po długim pobycie w Stanach Zjednoczonych powraca do rodzinnego domu w Wielkiej Brytanii. Kiedy zostaje ugryziony przez wilkołaka, sam zaczyna się zmieniać w niebezpieczne monstrum. Okazuje się, że nie jest to jedyna przykra niespodzianka, jaka go czeka.
Obraz powstał na kanwie horroru z 1941 roku, twórcom jedynie w pewnym stopniu udało się odtworzyć gotycki klimat klasyka. Słowo twórcy, a dokładnie ich liczba mnoga, jest tu kluczowe. Przez projekt przewinęła się masa ludzi, których studio sukcesywnie wymieniało, co niestety dało się wyczuć, oglądając efekt końcowy. Obraz jest stylistycznie niespójny. Z jednej strony mroczny, gotycki, ze spowitym ciemnościami wiktoriańskim domem, przerażająco czarnym lasem i zimnym, gęstym światłem księżyca. Z drugiej jednak strony czeka nas dużo okrucieństwa, rozpruwania bebechów, latających głów i lepkich płynów ustrojowych. Takie efekty świetnie sprawdzają się w filmach Roberta Rodrigueza, ale wkomponowane w mroczne wiktoriańskie realia z bryczkami i długimi płaszczami, wydają się tylko niesmaczne i niepotrzebne.
Problem jest jeszcze jeden. Film najzwyczajniej nie wciąga. Chociaż mamy zwroty akcji, kilka potencjalnie ciekawych pobocznych wątków, brakuje emocji, pasji, napięcia. Nawet sceny w zakładzie dla obłąkanych wydają się suche.
Wilkołaki nie są tak wdzięcznymi bohaterami, jak wampiry, aby więc zachwycić widza trzeba wizjonera, reżysera, który nadałby dziełu charakter. Szkoda wielka, że z projektu wycofał się Mark Romanek, przy jego wyobraźni mogłoby powstać coś niezwykłego. Znając fakty dotyczące roszad na planie, trudno jednak zwalać całą winę na Joe Johnstona, który ostatecznie stanął za kamerą.
Obraz nie należy, o dziwo, do beznadziejnych i niewątpliwie ma pewne zalety. W kategoriach rozrywki z klimatem sprawdza się nieźle. Ponadto aktorzy naprawdę dobrze wywiązali się ze swych ról, a w szczególności grający na drugim planie, bezbłędny Hugo Weaving. Wspaniała jest też scenografia i gotycka atmosfera, którą niestety zbrukano krwią.
Recenzja filmu 'Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna'
Written by karolina Sunday, 28 February 2010 20:28
‘Złodziej Pioruna. Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy’ to tytuł jednej z pięciu książek z serii Riordana Rickiego, która jest już znana w Ameryce. Za wielkim oceanem zaczyna robić taką samą karierę jak dobrze nam znany ‘Harry Potter’. Te dwa wydawnictwa łączy fakt, że zostały one zekranizowane.
Przyznam szczerze, że nie jestem miłośniczką takich filmów, ale do kina wybrałam się z nadzieją, że zobaczę porywające efekty specjalne …
Percy’emu Jacksonowi wydaje się, że jest zwykłym nastolatkiem, który niczym nie wyróżnia się wśród swoich rówieśników. Pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie zaatakuje go niebezpieczna erynia. Powoduje to, że jego opiekunowie powiedzą mu prawdę o jego pochodzeniu. Nasz bohater dowiaduje się, że jest synem Posejdona, co czyni z niego pół-boga… Na dodatek Zeus oskarża Percy’ego o kradzież swego pioruna. I tu zaczyna się przygoda naszego bohatera …
Za film odpowiada Chris Columbus (‘Kevin Sam w domu’, ‘Pani Doubtfire’), czyli człowiek doświadczony, jeżeli chodzi o produkcje dla dzieci i młodzieży. W produkcji, która pokazuje historie Percy Jacksona widać to doświadczenie, ponieważ jest tu wiele niesamowitych przygód, wątków romantycznych i oczywiście … efektów specjalnych. Są to z pewnością podstawowe elementy, które przyciągną dzieci i młodzież do kin.
Poza efektami specjalnym, dodatkowym atutem jest muzyka, która wzbudza dodatkowe napięcie wśród widza.
Kolejnym spostrzeżenie, które rzuca się w oczy, to połączenie XXI wieku z mitologią grecką, z jednej strony smoki, a drugiej nowoczesne wieżowce naszego wieku. Mitologiczni bogowie i herosi również ‘idą z duchem czasu’, są uwspółcześnieni. Satyr – opiekun głównego bohatera – to modnie ubrany luzak z poczuciem humoru, a Meduza jest elegancką kobietą w ciemnych okularach, która w dodatku zajmuje się sprzedażą rzeźb ogrodowych.
Dodatkową zaletą tego obrazu są "kostiumowe" ekscesy gwiazd: zwłaszcza Umy Thurman, która jako Meduza ma "szal" z żywych węży oraz przemawiającego tubalnym głosem Pierce'a Brosnana, który jak przystało na centaura nosi nie tylko burzę włosów i jakby sfatygowaną brodę.
Nie mogę tutaj nie wspomnieć o polskim dubbingu. Pod głównego bohatera głos podkłada Marcin Hycner, za jego matkę – Sully – odpowiada Edyta Olszówka, a za ojca – Posejdona – Jacek Rozenek. Meduzie głos oddała Katarzyna Herman.
To dzieło mogę polecić osoba, które lubią kino rozrywkowe. Z całą pewnością nie jest to kino dla osób, które lubią ambitny dokument o kulturze antycznej.
Ważna jest tez reakcja publiczności, która była bardzo żywa. Na Sali można było usłyszeć śmiech, szczególnie na dialogi, które obfitowały w slang młodzieżowy.
Written by karolina Saturday, 27 February 2010 13:23
Na jego powrót czekał cały świat. To miał być wielki ‘come back’ króla muzyki pop – Michaela Jackson’a. Bilety rozeszły się ‘jak ciepłe bułeczki’, a fani odliczali godziny do największego show.
Niestety kilka dni przed koncertem cały świat obiegła widomość o śmierci artysty. Byliśmy świadkami wielu różnych informacji, wieści, które towarzyszyły temu wydarzeniu. Z całą pewnością jedną z ważnych informacji była ta, że podczas prób koncertowych był nagrywany materiał, który potem miał posłużyć do powstania filmu.
Obraz wszedł na ekrany kin na całym świecie 28.10.2010 r. Przyznam się szczerze, ze trochę bałam się iść na ten film do kina, ponieważ jestem fanka tego artysty i bałam się tych emocji, które mogą towarzyszyć podczas jego oglądania. I wicie co, nie pomyliłam się! Emocje były ogromne, dlatego na film poszłam drugi raz i myślę, że było to dobre posunięcie.
Zastanawiacie się pewnie dlaczego pisze dopiero teraz o tym tej produkcji. Odpowiedź jest prosta, ponieważ kilka dni temu do sklepów trafiła płyta DVD właśnie z tym filmem.
‘This is it’ warto posiadać w swojej kinotece z kilku powodów.
Przede wszystkim pokazywał, że faktycznie to miał być powrót Jacksona z wielka pompą. Dzieło to skierowane przede wszystkim do fanów, którzy z kina wychodzili z odczuciem, że wychodzą z koncertu. Faktycznie tak było, ponieważ przez cały film towarzyszy nam muzyka, piosenki artysty, które są puszczane w całości.
Inną ważną sprawą (nie tylko dla fanów) jest to, że mogliśmy zobaczyć jak naprawdę powstają tak duże przedsięwzięcia jakimi są koncerty gwiazd wielkiego formatu. Przeważnie jesteśmy świadkami koncertu czy filmu jako produktu gotowego. Nie zastanawiamy się jak powstaje dane przedsięwzięcie. W filmie widać, że taki koncert to wielkie zaangażowanie nie tylko artysty, muzyków czy tancerzy, ale również choreografów, scenarzystów itp. Dodatkowo, w obrazie oglądamy Jacksona jako profesjonalistę-perfekcjonistę, który ma swoją dokładną wizję i dzieli się nią z całą ekipą, która chłonie jego słowa. Widać jak artysta za wszystko odpowiada i wszystkim kieruje. Od wybrania tancerzy, po wideoklipy, scenografie, choreografie itp. Trzeba tutaj też zwrócić uwagę na obustronny szacunek Michaela do ekipy i odwrotnie. Nie widać tutaj tzw. ‘gwiazdorstwa’ artysty.
To nie miał być obraz dokumentalny, tylko dowód dla niedowiarków, że „król popu” ciągle był w formie, a show, które przygotowywał ze swoją ekipą miało być godne jego legendy. Świadczyć mogą o tym również inne elementy produkcji.
Z całą odpowiedzialnością mogę polecić ten film, nie tylko fanom Michael’a Jackson’a.
Medical Tourism in Poland to specjalistyczna platforma turystyczno-medyczna, która oferuje możliwość bezpośredniego kontaktu do danego specjalisty , jak również wyboru najlepszego gabinetu medycznego w Polsce.