Written by karolina Wednesday, 22 December 2010 20:26
Dawno nie było polskiej komedii o czymś i dawno nie widziano tak wypchanych sal filmowych. Polskie kino żyje!
Sukces? Murowany – tak wiele osób komentowało Skrzydlate Świnie jeszcze przed premierą w kinach. Bo rzeczywiście znakomita, gwiazdorska obsada mogła przyciągnąć do kin rzesz fanów występujących w filmie aktorów. A szumnie zapowiadane sceny intymne Olgi Bołądź i Pawła Małaszyńskiego były kolejnym argumentem aby zobaczyć tę produkcję.
Jednak promocja to nie wszystko, aktorzy, reżyser i cała ekipa musiała włożyć w przedsięwzięcie dużo pracy aby film został nie tylko obejrzany, ale zapamiętany i to udało się.
Skrzydlate Świnie w reżyserii Anny Kazejak to pierwsza polska produkcja, która mówi o kulturze kibiców a właściwie „kibiców” – ultrasów, kiboli i pikników. Ludzi, dla których ukochany klub a właściwie kibicowanie ukochanemu klubowi jest jedynym sensem życia.
W głównej roli Paweł Małaszyński, gra on Oskara 30-letniego handlarza dewocjonaliami, który z dnia na dzień traci wszystko i musi pilnie szukać pracy bo właśnie urodził mu się syn. Jego partnerka Alina(w tej roli Karolina Gorczyca) nie jest zachwycona lekkomyślnością człowieka, z którym chce spędzić resztę życia ale wierzy, że Oskar zrozumie powagę sytuacji i się zmieni.
Paweł Małaszyński idealnie wcielił się w rolę głównego bohatera, była to jego najlepsza rola a nie jak zapewniali niektórzy film, w którym aktor wyłącznie paradował nago. Chociaż trudne dla każdego aktora sceny rozbierane nie sprawiły mu większego problemu bo jak deklarował w wywiadach tego wymagała rola.
Największą rewelacją filmu jest według mnie Olga Bołądź, pochodząca z Torunia młoda aktorka wciela się w role Basi, dziewczyny Mariusza, brata Oskara(w tej roli Piotr Rogucki) zawodowo jest… organistką w pobliskim kościele, a po godzinach ultrasuje wspólnie z chłopakami. W obliczu coraz bardziej realnej perspektywy bezrobocia i bezdomności dziewczyna jednak zdradza barwy klubowe i przenosi się do znienawidzonego klubu aby „animować” tamtejszych kibiców, wkrótce dołącza do niej także Oskar co wywołuje wiele nieprzewidzianych sytuacji.
Film opowiada nie o piłce, nie o kibicowaniu ale o honorze, o odpowiedzialności i dorastaniu, bohaterowie w nim występujący próbują znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie – mieć czy być? A jednocześnie jest to dobra komedia z doskonałymi „momentami”.
Obraz Anny Kazejak to nie tylko świetna fabuła, która pozwala zapomnieć o upływie czasu, ale również film z czymś co lubimy nazywać "drugim dnem". Pokazuje on, że kibole,to ludzie z zasadami, wartościami, które pielęgnują i przekazują je z pokolenia na pokolenie. Możemytu zaobserwować także normalne relacje ojca z synami, który wpaja im miłość do lokalnego klubu imiejscowy patriotyzm
W zakończenie filmu, w którym biorą udział prawie wszystkie główne postaci – brak jedynie Basi, która po bójce na stadionie zniknęła – możemy zobaczyć, że z kibolowania się wyrasta, że jednak mężczyzna w pewnym wieku musi stać się odpowiedzialnym ojcem rodziny i przekazać swojemu potomstwu jak ważna jest piłka.
Film jest na pewno godny polecenia pod każdym względem – zachwycają nie tylko aktorzy ale także zdjęcia i sam scenariusz. Czekam na więcej polskich produkcji na tak – w dobrym znaczeniu tego słowa - międzynarodowym poziomie.
Written by karolina Wednesday, 22 December 2010 20:16
Historia 40-letniego kuchara Piotra(Tomasz Karolak), który z dnia na dzień zmienia całe swoje życie może i ma swój urok, ale czy historię o polskim odpowiedniku „amerykańskiego snu” się nam nieco nie znudziły?
Dzień, w którym poznajemy Piotra to z pewnością jeden z najgorszych w jego życiu – prawie zabija słynnego krytyka kulinarnego przez co traci pracę a wracając do domu zastaje swoją dziewczynę Ewę(Izabela Kuna) w dwuznacznej sytuacji z innym mężczyznom. I co ciekawe nie wścieka się a próbuje rozmawiać, ale i tak nic nie wskóra.
W dodatku Piotr ma problemy finansowe i doradcę w postaci Konrada(Piotr Adamczyk) co też można uznać za wybitny przejaw pecha życiowego. Ale w momencie gdy poznaje Martę(Małgorzata Socha) wszystko się zmienia.
Dostaje nową pracę i z dnia na dzień staje się celebrytą a po pewnym okresie starania się o sympatię poznanej przez wypadek drogowy Marty, którą urzeka osobowością i kulinarną fantazją, osiąga upragniony cel.
Ale sielanka nie może trwać długo i jak to w komediach tego typu wraca dawna ukochana… Pijaną Ewę w bieliźnie Marta zastaje w mieszkaniu Piotra i oczywiście decyduje się wyjechać na stypendium do Mediolanu.
I jak to w filmach tego typu bywa, on zatrzymuje ją w samolocie i mamy happy end.
Wielkim atutem filmu jest doskonale dobrana muzyka, w pewnych momentach idealnie wpasowuje się w kontekst sytuacyjny.
Ale niestety największą wadą filmu jest to, że jest on nieśmieszny… Cały film ma dokładnie dwa naprawdę przemyślane i przezabawne momenty co na 85 minut nie jest imponującym wynikiem.
Z zapowiedzi, które w kinach pojawiły się już w listopadzie wynikało, że film będzie fenomenem na miarę Lejdis czy Testosteronu ale niestety Śniadanie do łóżka jest bardzo przeciętne.
Film można zobaczyć, a nawet warto go posłuchać, ze względu na oprawę muzyczną ale tylko po pracowitym dniu w gronie dobrych znajomych.
Zamieszanie wokół nowego filmu Christophera Nolana jest ogromne i w pełni zrozumiałe. Reżyser jawi się jako wizjoner otwierający drzwi do zupełnie nowego świata.
"Incepcja" to niezwykłe połączenie siły wyobraźni i rozumu. Najbardziej rewolucyjna rzecz w kinie od czasu "Matriksa". Film, który pobudza umysł, oddziałuje na emocje i robi małe zamieszanie w naszym systemie wartości. Nie chcę jednak, by zabrzmiało to zbyt górnolotnie, najnowsze dzieło twórcy "Memento" (i ostatnich "Batmanów"), nie jest bowiem jakimś wydumanym, przeintelektualizowanym tworem okraszonym ładnymi efektami. Inteligentna rozrywka wydaje się może banalnym, ale doskonale trafnym określeniem.
Podobnie jak historia ukazana w "Incepcji" tak i samo dzieło rozgrywa się na wielu poziomach i płaszczyznach. Z jednej strony to gigantyczna, wysokobudżetowa, onieśmielająca wizualnym aspektem produkcja (i to bez 3D!). Przepiękny obraz, który imponuje rozmachem a zarazem dbałością o detale. Z drugiej mamy głębszą opowieść, w której reżyser ośmiela się kwestionować rzeczywistość jako taką. Bawi się w kotka i myszkę z naszymi myślami i refleksjami, zastawia pułapki, skłaniając do nieustannej gonitwy. To także kawał solidnego kina sensacyjnego, ze zwrotami akcji, fantastycznymi pościgami i strzelaninami. Jest też miejsce na humor oraz wątek miłosny, choć przedstawiony w zupełnie niebanalnym, ahollywoodzkim stylu.
Nie będę opisywać samej historii, gdyż im mniej wiemy na temat fabuły i jej zawiłości, tym większą przyjemność czerpać będziemy z odkrywania świata, który wykreował Nolan. Warto może co najwyżej zerknąć do mitologii i przypomnieć sobie, kim była Ariadna. To bowiem jeden z wielu smaczków, które w swej filmowej rzeczywistości ukrył reżyser.
Wyobraźcie sobie najbardziej wciągającą powieść, randkę z kimś szalenie błyskotliwym i najbardziej niesamowity sen. Na raz. Oto "Incepcja". Joanna Moreno | Warner Bros Entertainment Polska
Trzeba przyznać, że Nicolas Cage miał przed sobą trudne zadanie. Nie dość, że nie jest najlepszym aktorem na świecie, to jeszcze musiał zmierzyć się z wybitną wręcz kreacją Harvey Keitela.
Obraz z Cage'em w roli głównej został luźno oparty na produkcji z 1992 roku. Ponownie śledzimy więc poczynania zwichrowanego psychicznie policjanta, który ponad prawo i moralny obowiązek, stawia własne korzyści.
Najnowsze dzieło Wernera Herzoga mocno różni się od pierwowzoru Abla Ferrary. W zasadzie jedynym elementem łączącym jest idea postaci tytułowego bohatera. Obydwaj to bezwzględni, pozbawieni zasad policjanci uzależnieni od narkotyków. Stworzony przez Keitela portret był brawurowy, prawdziwie szokujący, szalenie mocny i sugestywny. W wersji Cage'a tytułowa postać to oślizgły, antypatyczny typek, który wydaje się raczej zwyczajnym dupkiem, a nie gościem z zachwianą psychiką.
Obydwa dzieła jednak tak wiele różni (od scenariusza, przez poruszane problemy i narrację, po wymowę), że lepiej traktować je jak niezależne byty. W ten sposób nowy "Zły porucznik" wypada znacznie lepiej. Jako film policyjny o półświatku i marginesie społecznym postkatrinowego Nowego Orleanu jest naprawdę niezły. Z dość standardowym, acz w miarę wciągającym wątkiem kryminalnym, no i perfidnym humorem (scena z "tańczącą duszą" wydała mi się jednak bardziej pretensjonalna, niż komiczna). Nieco gorzej z głębszym wymiarem dzieła. Cage nie jest bowiem na tyle wiarygodny i przekonujący, by doszukać się w jego zachowaniach czegoś ponad zwyczajną parszywość i nieustanne - delikatnie rzecz ujmując - odurzenie.
Oczywiście Nicolas Cage nie przyćmił Keitela, trzeba jednak przyznać, że miewał w swej karierze znacznie gorsze popisy. Przyrównując film do oryginału, ledwie zasłuży on na marne 2, jednak oderwany od skojarzeń i porównań, spokojnie może dostać w szkolnej skali mocne 4. Joanna Moreno | monolith
Czy można nakręcić oryginalny, zaskakujący film o szpiegach? Pewnie tak, ale nie to było zamiarem twórców "Wybuchowej pary". Ich ambicją było nakręcenie efektownego, lekkiego i przyjemnego kina akcji. Misja wykonana.
June (Cameron Diaz) wybiera się do siostry na ślub. Na lotnisku "przypadkiem" wpada na nią pewien przystojniak (Tom Cruise). Dwukrotnie. Szybko okazuje się, że nie jest on zwyczajnym facetem, lecz agentem, który ma przy sobie rewolucyjne źródło energii. Od tej chwili życie dziewczyny wywraca się do góry nogami.
Patrick O'Neill (scenariusz) i James Mangold (reżyseria) nie proponują niczego nadzwyczajnego, za to sumiennie (lub jak kto woli bezczelnie) czerpią z klasyki szpiegowskiego gatunku - od Bonda po "Mission Impossible". Trochę widowiskowych pościgów (m.in. w czasie corridy), nieco walk (np. przy dźwiękach Gotan Project), wybuchy, wycieczka do Europy, scena w pociągu, scena z helikopterem a nawet ostrzeliwanie maleńkiej wyspy. Do wyboru do koloru, jedna bardziej nieprawdopodobna scena za drugą. Czysta przyjemność. Może mogliby sobie darować nadmierne gmatwanie całej sprawy i wydłużanie całości jakby na siłę, ale Cruise i Diaz umilają dłużyzny. On jest (jak zwykle) chłopięco uroczy, bohaterski i zabawny, ona (jak zwykle) histeryczno-rozkoszna.
"Wybuchowa para" to solidna porcja całkiem wesołej rozrywki. Ni mniej, ni więcej. Wystarczająco, by zrelaksować się w chłodnym kinie. Joanna Moreno | Imperial - Cinepix
Pies.TV - pies - psy - to internetowa telewizja o psach, zajmująca się tematyką kynologiczną. Psia telewizja ukierunkowana jest przede wszystkim na dostarczenie podstawowych informacji o naszych pupilach. Pies.TV będzie gościć na licznych polskich i zagranicznych wystawach kynologicznych. Pies.TV to również porady wybitnych hodowców oraz lekarzy weterynarii. Każdy właściciel czworonoga znajdzie tutaj coś dla siebie.