| Recenzja filmu 'Skrzydlate Świnie' | ||||
|
|
Sukces? Murowany – tak wiele osób komentowało Skrzydlate Świnie jeszcze przed premierą w kinach. Bo rzeczywiście znakomita, gwiazdorska obsada mogła przyciągnąć do kin rzesz fanów występujących w filmie aktorów. A szumnie zapowiadane sceny intymne Olgi Bołądź i Pawła Małaszyńskiego były kolejnym argumentem aby zobaczyć tę produkcję. Jednak promocja to nie wszystko, aktorzy, reżyser i cała ekipa musiała włożyć w przedsięwzięcie dużo pracy aby film został nie tylko obejrzany, ale zapamiętany i to udało się. Skrzydlate Świnie w reżyserii Anny Kazejak to pierwsza polska produkcja, która mówi o kulturze kibiców a właściwie „kibiców” – ultrasów, kiboli i pikników. Ludzi, dla których ukochany klub a właściwie kibicowanie ukochanemu klubowi jest jedynym sensem życia. W głównej roli Paweł Małaszyński, gra on Oskara 30-letniego handlarza dewocjonaliami, który z dnia na dzień traci wszystko i musi pilnie szukać pracy bo właśnie urodził mu się syn. Jego partnerka Alina(w tej roli Karolina Gorczyca) nie jest zachwycona lekkomyślnością człowieka, z którym chce spędzić resztę życia ale wierzy, że Oskar zrozumie powagę sytuacji i się zmieni. Paweł Małaszyński idealnie wcielił się w rolę głównego bohatera, była to jego najlepsza rola a nie jak zapewniali niektórzy film, w którym aktor wyłącznie paradował nago. Chociaż trudne dla każdego aktora sceny rozbierane nie sprawiły mu większego problemu bo jak deklarował w wywiadach tego wymagała rola. Największą rewelacją filmu jest według mnie Olga Bołądź, pochodząca z Torunia młoda aktorka wciela się w role Basi, dziewczyny Mariusza, brata Oskara(w tej roli Piotr Rogucki) zawodowo jest… organistką w pobliskim kościele, a po godzinach ultrasuje wspólnie z chłopakami. W obliczu coraz bardziej realnej perspektywy bezrobocia i bezdomności dziewczyna jednak zdradza barwy klubowe i przenosi się do znienawidzonego klubu aby „animować” tamtejszych kibiców, wkrótce dołącza do niej także Oskar co wywołuje wiele nieprzewidzianych sytuacji. Film opowiada nie o piłce, nie o kibicowaniu ale o honorze, o odpowiedzialności i dorastaniu, bohaterowie w nim występujący próbują znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie – mieć czy być? A jednocześnie jest to dobra komedia z doskonałymi „momentami”. Obraz Anny Kazejak to nie tylko świetna fabuła, która pozwala zapomnieć o upływie czasu, ale również film z czymś co lubimy nazywać "drugim dnem". Pokazuje on, że kibole,to ludzie z zasadami, wartościami, które pielęgnują i przekazują je z pokolenia na pokolenie. Możemytu zaobserwować także normalne relacje ojca z synami, który wpaja im miłość do lokalnego klubu imiejscowy patriotyzm W zakończenie filmu, w którym biorą udział prawie wszystkie główne postaci – brak jedynie Basi, która po bójce na stadionie zniknęła – możemy zobaczyć, że z kibolowania się wyrasta, że jednak mężczyzna w pewnym wieku musi stać się odpowiedzialnym ojcem rodziny i przekazać swojemu potomstwu jak ważna jest piłka. Film jest na pewno godny polecenia pod każdym względem – zachwycają nie tylko aktorzy ale także zdjęcia i sam scenariusz. Czekam na więcej polskich produkcji na tak – w dobrym znaczeniu tego słowa - międzynarodowym poziomie. Adrian Aleksandrowicz, Radio PLUS Toruń |




Dawno nie było polskiej komedii o czymś i dawno nie widziano tak wypchanych sal filmowych. Polskie kino żyje!
