|
Borys Szyc urodził się w 1978 roku w Łodzi. Zagrał wiele znakomitych ról, za które otrzymywał nagrody. Wczoraj otrzymał Polską Nagrodę Filmową Orła 2010 za najlepszą pierwszoplanową rolę męską w filmie "Wojna polsko-ruska" Xawerego Żuławskiego. Poniżej przedstawiamy fragment rozmowy, który w całości ukazał się w gazecie „Nowości” 30.01.2010.
Niedawno mogliśmy podziwiać Pana w głośnych filmach „Mniejsze zło” i „Enen”, a także w produkcji „Handlarz cudów” … „Handlarz cudów”, to bardzo ciekawa historia. Na podstawie scenariusza Mitki Panova i pomysłu Grzegorza Łoszewskiego film wyreżyserował Jarosław Szoda i Bolesław Pawica. To film o gościu, który cudem uniknął śmierci, spowodowanej alkoholizmem. Gdy dochodzi do siebie i trzeźwieje, to jest pewien, że uratowała go Matka Boska z Lourdes. Zaczyna jeździć po różnych ośrodkach i stara się przekazać ludziom swoje nadzieje. Chce opowiedzieć o swojej przemianie. Pragnie udać się do Lourdes, dokąd chce zawieść prośby swoje i innych. Dwoje dagestańskich dzieci, słysząc, ze Polak jedzie do Francji, chowa się w jego samochodzie. Od tego momentu zaczyna się cała opowieść. Ładna i wzruszająca historia.
A wierzy Pan w cuda? Wierzę, a przynajmniej chcę wierzyć we wszystko, czego nie można objąć rozumem, co kojarzy się z siłą, która jest ponad nami. Poza tym, gdy w coś wierzymy, to życie jest ciekawsze i ma smak.
Zagrał Pan ostatnio wiele ciekawych i bardzo różnorodnych ról – od dresiarza Silnego po lekarza psychiatrę w „Enen”. Czy wcielając się w jakąś rolę, ma Pan „rozdwojenie jaźni”? Mam już „rozpięcienie jaźni”. Staram się w pracy dawać z siebie jak najwięcej. Myślę, że w tym czasie, w którym gram jakąś rolę, troszkę się z jej powodu zmieniam. Trudno samemu określić, na ile. Na pewno po „Wojnie polsko-ruskiej” zmieniłem się fizycznie. Natomiast mentalnie na pewno każda rola zmienia, rozwija też warsztat aktorski. Świadomość, ze coś nowego się zrobiło, że czegoś nowego się nauczyło, jest super. Daje dużą przyjemność.
A co daje Panu siłę do pracy, i to tak intensywnej jak w ostatnim czasie? Na szczęście nie musze się sztucznie „nakręcać”, ponieważ tzw. power mam wrodzony. Sam w sobie mam siłę i chęć do grania, do życia. Nakręca mnie też praca innych ludzi, to, co w ich wykonaniu oglądam. Fajnie jest, jak komuś coś fajnego wychodzi. Poza tym napędzają mnie książki i muzyka, którą się ostatnio zająłem. Lubię podejmować się nowych rzeczy. Ostatnio miałem okazję być w kilku ciekawych miejscach i to mnie tez „nakręciło” pozytywnie. Lubię podróżować.
Wspomniał pan o muzyce, jakiej muzyki słucha Borys Szyc? Wychowałem się na popie. Słuchałem Michaela Jacksona i kiedy umarł, to zakończył się pewien etap, rozdział mojego życia. Gdy byłem dzieciakiem, z niecierpliwością czekałem na każdy jego nowy teledysk. Potem swoje zainteresowania rozszerzyłem na muzyków, którzy współpracowali z Michaelem – Quincy’ego Jonesa, Stevie’go Wondra. Moje rytmy to cała muzyka czarna, funckowa, czyli dużo gitary basowej, mocna, dobra perkusja, a przede wszystkim śpiew.
|