Wydrukuj tę stronę

cinema.pl Artykuły

środa, 10 luty 2021 12:02

Zawsze wszystko brałam na klatę i szłam...

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Ta książka nie jest debiutem Joanny Jędrzejczyk jako autorki, ale podsumowaniem niełatwego, pełnego wyzwań okresu w życiu. Bycie wojowniczką zobowiązuje, walczy się nie tylko w sporcie, bywa, że walką jest niemal każdy dzień.  Determinacja, charakter, wewnętrzna siła – to widzimy nawet zdjęciu okładowym, które powstało podczas sesji z mistrzem fotografii czarno-białej Szymonem Brodziakiem.

 

Pracowita, zdyscyplinowana, skupiona na celu. Jedyna polska mistrzyni UFC. O swoim stosunku do sportu, a w ostatecznym podsumowaniu – także do życia Joanna mówi: Jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Na najwyższym poziomie trzeba chyba mieć takie zboczenie. Ja od zawsze chciałam być we wszystkim najlepsza – czy to walka, czy gra ze szwagrem w chińczyka. Nie potrafię wyluzować, nawet jeśli nie mam do czegoś predyspozycji. Nie, muszę je rozwinąć i konkurować na równi. Mocno walczę. Góra–dół, dół–góra. Kopnięcia, ciosy, łączone kombinacje. Chciałam pokazać światu kompletną wersję JJ.

Za każdym razem zaskakuje mnie, że głowa jest w stanie wszystko to udźwignąć. Jest mega total zmęczenie, wewnętrzny głos mówi, że czas już odpuścić. Ale jednak się nie łamiesz. Robisz jeszcze, jeszcze.

Poza ewidentnym talentem każdy profesjonalista (i nie dotyczy to jedynie sportu) musi być pracowity. Joanna taka jest. Wie, czego chce, wysoko stawia poprzeczkę sobie i współpracownikom. I nie rezygnuje z celów, które sobie postawiła. Nie idzie na skróty. 

Ale jak to bywa, w ogólnym podsumowaniu jednak okazuje się, że mamy wpływ tylko na część spraw w swoim życiu. Wydając poprzednią książkę była mistrzynią i niepokonaną zawodniczką MMA, wzorem i inspiracją dla innych. Potem przyszły przegrane – w życiu zawodowym i osobistym. Utrata tytułu, śmierć przyjaciółki, zdrada, nieuczciwość menedżera. Jędrzejczyk mówi o tym otwarcie, ponieważ wie, że życie nie jest nieustannym pasmem zwycięstw. Kiedy dopuści się do siebie myśl, że kiedyś ten moment nastąpi, jest łatwiej. 

I nawet najbardziej bolesne doświadczenia mogą być odskocznią do czegoś nowego. Czasem przegrywamy bitwę, żeby wygrać wojnę. 

Joanna tak wspomina ten okres: Nie wiem, co było gorsze – świadomość, że mój związek się wypala, czy zmierzenie się z życiową porażką. Dlaczego z porażką? Dlaczego tak to traktowałam?

Kiedy wszystko się układa, nie myślimy o złych rzeczach. Jak najfajniejsi to my, jak dobrobyt to my, uśmiech to my. Tragedia? To na pewno nas nie dotknie. Czułam, że coś się skończyło, i czułam się z tym okropnie. Po tylu latach razem człowiek nie wyobraża sobie życia bez tej drugiej osoby. Ja nie wyobrażałam sobie życia bez Przemka, tak samo jak bez pasa nie wyobrażałam sobie bycia dalej sportowcem.

A tu trzeba było go bronić. Podczas przygotowań do walki z Rose Namajunas byłam już inna. Byłam smutna, wyłączona. Teraz to wiem. Ale wtedy? Przecież ja jestem JJ. Zawsze brałam wszystko na klatę i szłam.

 

Czarno na białym to opowieść o tym, że aby uszczęśliwić innych, musimy sami być szczęśliwi. Że stając się lepszymi ludźmi, możemy osiągnąć dużo większy sukces w wielu dziedzinach, nie tylko w tej, która do tej pory była dla nas kluczowa. I nie oznacza to, że z czegokolwiek rezygnujemy. Ta historia wręcz uczy, jak korzystać z tego, na co tak ciężko się pracowało. „JJ” dojrzała, by cieszyć się życiem, co nie przeszkodziło jej w stoczeniu prawdopodobnie najlepszej walki w historii kobiecego MMA. Walki, która na zawsze zmieniła definicję słowa „przegrana”. Dopóki walczy, jest wojowniczką.

Joanna już niczego nie musi udowadniać. Nawet sobie.

Przegrałam. Potknęłam się. W życiu prywatnym, zawodowym. To tak jak z każdym doświadczeniem, jak z tą książką. Trzeba analizować ją, przetrawić, iść dalej. Ja poszłam, stając się jeszcze bardziej namacalna dla szarego człowieka. Po raz kolejny udowodniłam, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Za mną dwa lata ciężkiego przeorania. Ale to też czas, w którym ludzie zaczęli przekonywać się do mnie jako do człowieka. Zauważyli we mnie kobietę. Nie: najlepiej bijącą się kobietę świata. Nie: maszynę do kopania czyichś tyłków.

***

Za ostateczny kształt książki odpowiedzialny jest dziennikarz Hubert Kęska. Odbył z Joanną Jędrzejczyk wiele długich, nierzadko trudnych rozmów. 

Czytany 285 razy Ostatnio zmieniany środa, 10 luty 2021 12:05

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież