cinema.pl Newsy Dnia

niedziela, 08 listopad 2020 18:17

Głęboko wierzę, że nic nie zastąpi spojrzenia w oczy w realu - Beata Sadowska dlacinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

"Co mnie kręci? Gdzie biegnę? Gdzie i na co się zagapiam? No i dlaczego lubię zieloność?" Taki wpis znajduje się na oficjalnym FanPage dziennikarki Beaty Sadowskiej. Jednym z ostatnich projektów, który dziennikarka założyła razem z koleżanką Martą Błocka, jest projekt MENTALIST.PL. Panie jakiś czas temu zostały nominowane w naszym PANDEMICZNYM PLEBISCYCIE. Porozmawialiśmy z Beatą Sadowska o tym projekcie. 

 

Andrzej Belina BrzozowskiMentalist.pl - co to za miejsce? Skąd pomysł na projekt?

To przestrzeń, która-  mam nadzieję - inspiruje do zmiany. Zmiany w kierunku dobrego, bardziej świadomego i bardziej uważnego życia. To platforma internetowa z wykładami z bardzo różnych dziedzin, ale naszych mówców łączy jedno: autentyczność. To nie jest portal celebrycki. Znane osoby mogą się u nas pojawić pod warunkiem, że mają coś do powiedzenia w obszarze, który nas interesuje. I tak - z Waszego kręgu - Roma Gąsiorowska przedstawia swoją filozofię slow/fast living, według której żyje od lat, a już wkrótce Antoni Pawlicki opowie o eko-spółdzielni, której jest udziałowcem, i o … sadzeniu cebuli. Miałyśmy też rozmowę na żywo z Bartkiem Tobą o kurkumiku, kawie z olejem i życiu w rytmie slow. 

Pomysł tworzony przez dwie (jak jest napisane na stronie) eko-świruski, które mimo wszystko się chyba różnią. Mam wrażenie, że to jest Wasz atut.

Z moją wspólniczką Martą w wielu dziedzinach nam po drodze: obie nie jemy mięsa, dbamy o środowisko, staramy się żyć świadomie. Ale są też obszary, gdzie zdecydowanie się różnimy. Marta wywodzi się z bardziej korporacyjnego świata, ja od lat działam na własny rachunek. Ona od dawna nie mieszka w Polsce, dla mnie to właśnie tutaj jest świat oswojony, ten, w którym pracuję i funkcjonuję. Ja zachęcam do udziału w wyborach i otwarcie popieram prawa kobiet, Marta - woli stać z boku i się nie angażować, bo takie były zasady w firmach, w których działała. Na szczęście o wszystkim rozmawiamy, spieramy się i razem dalej ciągniemy ten wózek. Dopóki dwie osoby chcą i potrafią się słuchać, mogą wiele się od siebie nauczyć. 

Jakie były początki Waszej znajomości? Jak się tez dogadujecie co do tego projektu pod kątem tematów, gości? Macie jakiś podział?

Byłyśmy sąsiadkami na Saskiej Kępie podczas krótkiego epizodu Marty w Warszawie. To moja wspólniczka zbudowała naszą platformę i o jej funkcjonowaniu wie wszystko, czego nie wiem ja. Ona też rozmawia z potencjalnymi inwestorami. Goście i PR to moja działka. Zapraszanie, potwierdzanie mówców, kolaudacje montażu i udzielanie wywiadów jak teraz. Ja prowadzę też nasze media społecznościowe. Każda jest specjalistką w swojej dziedzinie (Marta będzie teraz u nas miała warsztaty o startowaniu z własnym biznesem), więc ten podział jest naturalny. 

Nazwa też ciekawa. Mnie jako osobie, która interesuje się filmem, pierwsze skojarzenie z Wasza nazwa miałam własnie z serialem. 

Od lat nie mam telewizora, na komputerze też nie oglądam seriali (wiem, to takie niewspółczesne!), więc o serialu nie miałam pojęcia. Nazwę wymyśliła Marta, a mnie od razu się spodobała: MENTAL i LISTa, czyli co musimy zrobić, żeby żyć bardziej świadomie. 

Mentalist prowadzone przez kobiety, więc czy kierowane tylko do kobiet? Czy mężczyźni tez coś tam znajda dla siebie?

Rzeczywiście wśród naszych odbiorców więcej jest kobiet, ale to nie znaczy, że nie ma mężczyzn. Biorą udział w warsztatach (np. tych Pawła Kunachowicza o zmianie), kupują dostęp do platformy, komentują. Wśród naszych wykładowców są i będą panowie: Paweł Kunachowicz, Arkadius, Antek Pawlicki. MENTALIST jest dla każdego, kto ma potrzebę zadać sobie najbardziej kluczowe pytania i ochotę, żeby na nie odpowiedzieć. Przede wszystkim sobie.  

Zapraszacie do siebie bardzo ciekawych gości, z bardzo różnych branż, dziedzin życia. Jak dobieracie gości? Np. dostajecie sygnał od odbiorców? Czy może macie listę tematów? 

Mamy oczywiści listę-marzenie, którą wspólnie tworzymy, ale goście to przede wszystkim moja działka. Jest mi łatwiej to wszystko zorganizować, bo od zawsze funkcjonuję w Polsce, wiec nasi mówcy to głównie moi dalsi lub bliżsi znajomi. Teraz już wieść poszła w świat, więc niektórzy wykładowcy sami się zgłaszają, ktoś nam kogoś poleca: efekt kuli śnieżnej, 

Wiosenny lockdown, wielu uprzykrzył życie. Mówię o życiu zawodowym, wiele osób tez psychicznie nie dało sobie rady? Z drugiej strony powstało bardzo wiele ciekawych inicjatyw w tym właśnie Wasza. Mam wrażenie i mówię to tez prywatnie, że m.in. własnie takie inicjatywy, pomogły i pomagają nam przetrwać nam ten ciężki okres.

Dziękuję, to wielki komplement. Staramy się dawać nadzieję i rozwiązania. Powtarzamy, że nawet maraton zaczyna się od pierwszego kroku, a zmiana zaczyna się w głowie. To my tworzymy i mamy wpływ na naszą rzeczywistość, przynajmniej tę najbliższą. Wolną wolę też mamy po coś. Podczas lockdown'u robiłam na żywo ćwiczenia oddechowe i rytuały tybetańskie. Cudownie było czytać, jak bardzo to ludziom pomagało, koiło nerwy, uspokajało. 

Towarzyszy Wam Hasło "ZMIEŃ ŻYCIE NA LEPSZE". Jest to możliwe? Jakie dałaby pani porady naszym czytelnikom, aby jakoś ten okres przetrwać.

Oczywiście można postrzegać pandemię jak zło, zarazę czy karę za grzechy. Ja wolę na nią patrzeć jak na czas, w którym świat się zatrzymał. Chcę wierzyć, że po coś. Być może po to, żeby z Wawelu było widać Tatry. Być może po to, żeby dotarło do nas, że można inaczej funkcjonować, wolniej i świadomiej. Być może po to, żeby docenić i zatęsknić za naturą. Docenić relacje, przyjaźń, miłość, uścisk dłoni. Zakończyć nic nieważne, pseudo znajomości. Nie, nie jestem naiwna, nie wierzę w globalne przebudzenie, ale od czegoś trzeba zacząć. Zdaję sobie też sprawę, że pandemia niesie ze sobą wiele zła: utrata pracy, wzrost przemocy domowej, ale wolę skupiać się na tym, co dobre, inaczej wpadłabym w czarną dziurę i nie widziała światełka w tunelu. 

A jak to będzie w przyszłości. Mam wrażenie, że nasze życie jeszcze bardziej przeniosło się do internetu. Jak Pani to ocenia? Jest to dobre podejście?

Zdalne lekcje, zdalna praca, wykłady i warsztaty w sieci. To już jest nasza rzeczywistość, ale ja głęboko wierzę, że nic nie zastąpi spojrzenia w oczy w realu, przytulenia, rozmowy twarzą w twarz. 

Wcześniej zapytałam do kogo skierowany jest Wasz projekt, trochę też pod kątem tego co aktualnie się dzieje. Mam wrażenie, że ta sytuacja pokazała, że my kobiety możemy liczyć na mężczyzn.

Mówi pani o protestach w Polsce i o strajku kobiet? Kocham mężczyzn, bo feminizm tego nie wyklucza. Feministki nie walczą z facetami. Nie dzielę też świata na męski i damski. Mądrzy, świadomi ludzie są i po jednej i po drugiej stronie. Ja zawsze mogę liczyć na mojego Pawła i to jest dla mnie piękne. Facet, który kocha i dba o swoją kobietę stanie murem za jej prawami, to dla mnie oczywiste. 

Zmiany też widać w naszej branży medialnej. Wielu dziennikarzy przeniosło się np. na Instagram i mam wrażenie, że zdaje to egzamin. To jest również przyszłość?

Te zmiany zachodzą tak naprawdę od dawna. Do internetu przenoszą się i telewizje i stacje radiowe, a co za tym idzie - reklamodawcy. To na pewno znak naszych czasów. Mam 60-letnie koleżanki, które świetnie funkcjonują w mediach społecznościowych. Wiek jest w głowie. No i w elastyczności kręgosłupa, jak mówi jedna z naszych wykładowczyń, joginka Evgenia Epanchina. 

Z drugiej strony jest to cienka linia. Social media mają tez negatywne cechy. hejty, fake newsy... Tego jest coraz więcej i jestem przerażona.

Nie można dać się zwariować. Żadne ekstremum nie jest dobre. Życie nie toczy się przed szklanym ekranem. Nic i nikt nie zastąpi nam, człowieka, przynajmniej mnie nie zastąpi!  Od internetu można się tak samo uzależnić jak od alkoholu czy narkotyków. Ja nie odpalam komputera czy komórki zaraz po wstaniu z łóżka. Mam godzinę tylko dla siebie. Na ciepłą wodę, ćwiczenia oddechowe i rytuały tybetańskie. Na książkę i kawę. To czasami oznacza pobudkę o 5.30, ale ta godzina tylko dla mnie sprawia, że mam w sobie więcej spokoju. Polecam. Hejt w necie jest straszny i trzeba się na niego uodpornić, na szczęść nikt w sieci nie jest już anonimowy, hejterów łatwo namierzyć i zgłosić do odpowiednich organizacji. Na pewno nie mierzmy swojej wartości liczbą lajków. Net o nie jest życie. 

 

 

Foto: Andrzej Belina Brzozowski oraz Mateusz Hołownia

Czytany 290 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 08 listopad 2020 18:44

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama